U Bryśki swego czasu też było podejrzenie chłoniaka. To się nie potwierdziło, ale nowotwór tak czy siak nas nie ominął.
Mago, musisz myśleć pozytywnie, jakkolwiek to trudne. Tak, chłoniaka nie da się wyleczyć (znaczy da się za pierwszym razem, ale statystycznie po jakimś czasie jest nawrót), ale nam tłumaczyli, że z drugiej strony po pierwsze to jest rodzaj nowotworu, który w miarę dobrze reaguje na leczenie, koty zazwyczaj całkiej nieźle znoszą chemię. A nawrót to znowu- średnia statystyczna. Vetka znała przypadki kiedy okres remisji potrwał kilka lat. To zawsze coś.
Zwierzęca medycyna też idzie do przodu, mogą się pojawić nowe opcje. Jak nie jutro to może pół roku, za rok....
Vetka opowiadała mi też przypadek starszej Pani, która kiedyś przyszła z kotem, który naprawdę źle wyglądał, mega schudł. Po badaniach okazało się, że jest rozsiany proces chorobowy w płucach. Veci chcieli kotu pomóc odejść, Pani poprosiła o jakieś leki, żeby mogła przez kilka dni się z kotem pożegnać i przygotować. Dali chyba steryd, już nie pamiętam, ale jak się okazało na tych lekach kot odżył, zaczął nabierać masy, jak go potem widywali na wizytach raz na jakiś czas to by w życiu nie powiedzieli że jest tak poważnie chory. Ten kot przeżył jeszcze ponad 2 lata.
Nadzieja, wiara i miłość to naprawdę potężna siła. Kciuki za przyszły tydzień.
