: 11 paź 2011, 21:06
Jesteśmy w domu. Pierwszą bitwę mamy wygraną - Jabbar wytrzymał i przeżył operację. Przed nim jeszcze długa droga, ale i lekarze, i my, jesteśmy dobrej myśli.
U Jabbarka zdiagnozowano guz w śródpiersiu, uciskający bardzo poważnie serce. Nie będę Wam opisywała całej drogi diagnostycznej, bo była długa i żmudna, od, wydawałoby się, banalnej infekcji, po będącego wyrokiem naczyniaka bądź chłoniaka. Po drodze trzeba było wyeliminować problemy z sercem, bo i takie podejrzenie w pewnym momencie było, książkę byśmy z Joasią napisały o naszych wędrówkach od lekarza do lekarza. Jestem wdzięczna Joasi, że podjęła potwornie trudną decyzję, żeby jednak Jabbarka operować - po dwóch biopsjach, cienko i grubo igłowej, które nie wykazały żadnych paskudnych komórek, lekarze zgodzili się operować, chociaż to operacja obciążona ogromnym ryzykiem, bo związana z otwarciem klatki piersiowej i gmeraniem przy samym sercu. Wiem, jakie to było dla niej trudne, bo lekarze cały czas nas uprzedzali, że to bardzo trudna operacja, i że Jabbar może jej zwyczajnie nie przeżyć.
Lekarze zaskoczeni byli wielkością Jabbara, ale to akurat uznali za atut. Wsparli mnie w okrzykiwaniu Joasi, że warstwę tłuszczyku to już naprodukował sobie więcej niż wystarczającą <diabeł> W każdym razie przez operację udało się Jabbarka przeprowadzić, potem wybudzić - najbardziej lekarze obawiali się właśnie tego elementu. Prawda po otwarciu okazała się zupełnie inna niż diagnoza - w środku nie było guza, a coś, co wydawało się wykluczone już na początku drogi - przepuklina osierdziowa, a w niej spory kawałek wątroby, uciskający na serce. Otworek był tak malutki, że chirurg musiał go powiększyć, żeby przerzucić wątrobę na właściwą stronę. W każdym razie wszystko zostało prawidłowo pozszywane i poustawiane na swoim miejscu. Teraz Jabbar musi przetrwać ból, nieporównywalny z tym, według słów lekarza, z czym muszą sobie poradzić koty po typowych, brzusznych operacjach. Otwarta została klatka, przecięty mostek, potem jeszcze jama brzuszna, gdy okazało się, z czym mamy do czynienia. Pocięta i pozszywana jest przepona, każdy oddech jest dla Jabbarka okropnym bólem. Jest otępiały po dużych dawkach środków przeciwbólowych, i lekarze mówią, że ból i stres z nim związany to teraz największe dla niego wyzwanie. Byliśmy na zastrzyku o 19, na kolejny jadę jutro o 10.
Wasze kciuki są nadal bardzo, bardzo potrzebne
U Jabbarka zdiagnozowano guz w śródpiersiu, uciskający bardzo poważnie serce. Nie będę Wam opisywała całej drogi diagnostycznej, bo była długa i żmudna, od, wydawałoby się, banalnej infekcji, po będącego wyrokiem naczyniaka bądź chłoniaka. Po drodze trzeba było wyeliminować problemy z sercem, bo i takie podejrzenie w pewnym momencie było, książkę byśmy z Joasią napisały o naszych wędrówkach od lekarza do lekarza. Jestem wdzięczna Joasi, że podjęła potwornie trudną decyzję, żeby jednak Jabbarka operować - po dwóch biopsjach, cienko i grubo igłowej, które nie wykazały żadnych paskudnych komórek, lekarze zgodzili się operować, chociaż to operacja obciążona ogromnym ryzykiem, bo związana z otwarciem klatki piersiowej i gmeraniem przy samym sercu. Wiem, jakie to było dla niej trudne, bo lekarze cały czas nas uprzedzali, że to bardzo trudna operacja, i że Jabbar może jej zwyczajnie nie przeżyć.
Lekarze zaskoczeni byli wielkością Jabbara, ale to akurat uznali za atut. Wsparli mnie w okrzykiwaniu Joasi, że warstwę tłuszczyku to już naprodukował sobie więcej niż wystarczającą <diabeł> W każdym razie przez operację udało się Jabbarka przeprowadzić, potem wybudzić - najbardziej lekarze obawiali się właśnie tego elementu. Prawda po otwarciu okazała się zupełnie inna niż diagnoza - w środku nie było guza, a coś, co wydawało się wykluczone już na początku drogi - przepuklina osierdziowa, a w niej spory kawałek wątroby, uciskający na serce. Otworek był tak malutki, że chirurg musiał go powiększyć, żeby przerzucić wątrobę na właściwą stronę. W każdym razie wszystko zostało prawidłowo pozszywane i poustawiane na swoim miejscu. Teraz Jabbar musi przetrwać ból, nieporównywalny z tym, według słów lekarza, z czym muszą sobie poradzić koty po typowych, brzusznych operacjach. Otwarta została klatka, przecięty mostek, potem jeszcze jama brzuszna, gdy okazało się, z czym mamy do czynienia. Pocięta i pozszywana jest przepona, każdy oddech jest dla Jabbarka okropnym bólem. Jest otępiały po dużych dawkach środków przeciwbólowych, i lekarze mówią, że ból i stres z nim związany to teraz największe dla niego wyzwanie. Byliśmy na zastrzyku o 19, na kolejny jadę jutro o 10.
Wasze kciuki są nadal bardzo, bardzo potrzebne