Śniła mi się dzisiaj Kicia. Że była rujka,a że teraz zaczyna rodzić i cierpi biedna a ja nie wiem jak mogę jej pomóc.Gdzieś tam w jakiejś odległej podświadomości przecież wiem,że Kicia jest wykastrowana ,że nie może mieć maluszków..........
Ale pomagam nadal tzn mówię do niej ,trzymam ją za łapki i widzę jak wychodzi maluszek,jest już na świecie.
Patrzę na Kicię ,a ta ludzkim głosem mówi -"Więcej już nie będzie ,to tylko jeden kociak"A ja ,a ja trochę zaskoczona ,że tak po ludzku do mnie się odezwała i chcę jeszcze .Proszę ją ,żeby coś jeszcze powiedziała do mnie ,a Kicia tylko daje mi mi oczami znak ,że już nie powie,że już może tylko porozumieć się ze mną mową kocią.
Coś we mnie pękło z tej radości ,że Kicia ma maluszka i zaczynam płakać.Płaczę ,szlocham i budzi mnie mój mąż.Pyta się dlaczego płaczę we śnie,a ja mu na to,że Kicia urodziła i z radości i w ogóle ,że takie to szczęście....Usłyszałam,że padło mi całkiem na mózg i mam się leczyć <rotfl> <rotfl> A może jednak powinnam? Chyba się dzisiaj napiję
