Cóż, nie śpią w jednej umywalce wtuleni w siebie

ale ładnie się bawią [choć Ozz chyba uważa, że za rzadko, no ale on ma ADHD...], jedzą grzecznie koło siebie wymieniając się miseczkami, dzielą się co fajniejszymi miejscówkami do spania. Rano oba wpadają do nas do łóżka na przytulanie, jak Iggy jest sam w pokoju i zamiauczy [a wokalnie bardziej rozwinięty od śpiewającego Ozziego] to Ozz biegnie do niego na złamanie karku.
Poza tym my się dziwnie czujemy, bo kiedyś gdzies spał sobie jeden kot, a teraz gdy się krzątamy po domu, łażą za nami 4 pary łap

i domagają się głachania. Ozz stał się większym pieszczochem i przylepą, żeby dorównać Iggiemu, bo to przecież niesprawiedliwe, żeby nowy dostawał więcej pieszczot niż on, rezydent.
W piątek kończy mi się L4, na weekend wyfruwam nach Dojczland, więc będzie mi strasznie brakowało tych dwóch terkoczacych stworów. A od poniedziałku proza życia

Próbowałam pracować w domu, ale póki koty nie pójdą spać nie jestem w stanie nic zrobić, bo co sobie poukładam projekty na podłodze, to mi się na nich ogony pokładają, gniotą, gryzą, mordują
Mago, czas na dokocenie
