Odkurzamy <mrgreen> !
Bobek ma się świetnie :-) . Dalej wkłada mnóstwo energii w walkę z każdą szczotką i grzebieniem. Ostatnio potraktowałam ją wręcz nieładnie... Po prostu chwyciłam pod pachami i wyszczotkowałam stylem, jakim niektórzy hodowcy czeszą persy na wystawach (Dorszko nie bij <oops> ). Zadziwiające, ale obyło się bez darcia pysia, chyba ona sama była zszokowana tym, że dzisiaj się nie patyczkujemy. Gdy odzyskała wolność tradycyjnie przez godzinę psuła moją pracę, rozczochrując się kompletnie języczkiem <święty> .
Małpa spędziła ostatnie dwa tygodnie w sanatorium u babci, gdzie rozkręcił jej się apetycik. Babcia nie żałowała, no bo przecież "ona tak prosi <roll> " i Harita w pierwszym tygodniu zjadła 12 puszek <strach>, przy tym stopniowo odmawiała jedzenia chrupek. Po moich kilku interwencjach telefonicznych babcia dała się naprowadzić na właściwe tory i Bobek wróciła do suchego i jednej puszki dziennie. Mimo to efekty babciowej diety są doskonale widoczne. Wczoraj byłam odrobaczyć Kluskę i waga pokazała 3,800. Czy to w normie, bo mi się coś wydaje dużo...?
I jeszcze z innej beczki. Czy koci apetyt zależy od mikroklimatu? No, bo naprawdę nie wiem czym to wytłumaczyć. W domu zjada 2,3 puszki tygodniowo i to z bólem... Cudaczyłam ze wszystkim: każdą (no prawie każdą) firmą i rodzajem dania, a mimo to Harita nie pałała entuzjazmem i trzymała się chrupkek. A tutaj jestem w szoku. Kupiłam jej 18 puszeczek filecików Sheby (po 3 z każdego smaku) i gdybym babci nie przystopowała to by brakło. Normalnie w miesiąc by tego nie wymęczyła.
Wrzucam trzy stare zdjęcia, na dniach postaram się pstryknąć coś nowego :-).
Pozdrawiamy serdecznie!