Noc była trudna, ale to z uwagi na oszołomienie Gato po operacji, trudność z zaakceptowaniem kubraczka, weflonu, obcego zapachu na sobie, no i zapewne bólu, choć ten nie powinien bardzo dokuczać bo Gato dostaje bardzo silne leki przeciwbólowe. Kocio kręcił się całą noc, zamieszkaliśmy z Gatonem w pokoju dziennym, wynieśliśmy drapak, wymieniłam kuwetę na dużą i bardzo niską (żeby łatwo się wchodziło). Na szczęście w całej tej sytuacji Lunka odnalazła się bardzo dobrze, tylko obwąchała Gatona i już, zero agresji, warczenia na niego. Pościeliłam sobie na podłodze

ale tylko leżałam bo Gaton ciągle krążył na chwiejnych łaputach. Jak już się kładł to blisko mnie. Jaki on jest kochany kotek. Na 9 jedziemy do weta na kontrolę i na kroplówki. I tu w ramach ciekawostki, bo muszę jechać taksówką (TŻ samochodem musiał do pracy dzisiaj), nie polecam wawa-taxi w Warszawie. Jak zgłosiłam, że będę przewozić kotka w transporterze to zażyczyli sobie dopłaty 12zł. Podziękowałam i znalazłam normalniejszą korporację

Sam Gaton w chwili obecnej śpi i pochrapuje, intensywnie też starał się wypielęgnować futro tam gdzie się dało. Najbardziej decydujący moment nastąpi za parę dni, jak będą próby z piciem i pierwszym jedzeniem. Tego to się boję ogromnie.