Jakiś czas temu zawieruszyła nam się w domu paka zabawek z zooplusa. Nie pamiętam już, czy kupiona, czy przyszła w gratisie, w każdym razie jakiś milion lat temu Merlin dostał z niej piłeczkę i tyle, resztę schowałam, a potem nie mogłam znaleźć. I ostatnio robiłam porządek w szafce z papierami - o, paka zabawek się znalazła. Wyjęłam kotom jedną piłeczkę, a paczkę odłożyłam ją na ziemię, żeby dalej sortować papiery, a w międzyczasie koty sobie wyciągnęły po zabawce i zaczęły szaleć. Cwaniaki.
Merlin niestety przegrał w tej loterii, bo wyciągnął sobie zabawkę z żyłkowej siatki, a że on ma zęby jak żylety i niestety tendencję do zjadania dziwnych rzeczy, to jak się mu znudziło, zabawka poszła do szafki. Morgana natomiast wyciągnęła pluszową myszkę, taką naprawdę malutką, wielkości młodej myszy, i to jest teraz jej ulubiona zabawka

Co rano znajdujemy ją w lóżku. Potem często biega z nią w zębach
Co za szczęście, że wybraliśmy balkon, a nie ogród. Bo moglibyśmy co rano znajdować w łóżku jakieś krwawe zwłoki

Moja łowna kotka.
