Ciężkie te dni i noce mamy teraz, ale Gato zdrowieje i to najważniejsze.
Wczorajsza wizyta u weta była bardzo ciężka. Gato nie daje się dotknąć weterynarzom a sporo trzeba przy nim zrobić, bo i zastrzyki, i osłuchanie no i kroplówka. Kroplówka trwała prawie 5h. Nie chcę wchodzić w szczegóły, koniec końców Gato zapłacił strasznym stresem, obsiusiał się cały, a nawet ze stresu zrobił resztkami kału malutką kupkę. Płakałam w domu dobre 15 min wycierając ręcznikiem zasikanego kota, bojąc się o ranę na brzuchu i szwy jelit. Wieczorem znowu do weta na dożylne podanie kolejnego leku. Wieczorem poszliśmy już do naszej najbliższej lecznicy i tam był Pan doktor, który zna Gatona, nie boi się go i wiecie co, daliśmy radę podać lek bez wielkich perturbacji. Noc była z piekła rodem, Gato łaził jak nakręcony i próbował wskakiwać wysoko. Przymknęłam oko na chwilę i skoczył, spadł na podłogę. Skoczył na parapet mimo, iż parapet był założony poduchami i totalnie niedostępny, no ale dla Gatona to nic. Jakoś dotrwaliśmy do rana, a rano do weta, już tego naszego na kroplówkę, kolejne 5h z kawałkiem. Ale też daliśmy radę, siedzieliśmy odseparowani, Gato tylko chwilami się denerwował. Końcówka też była ciężka, ale mamy już ogarnięty, szybki sposób postępowania z Gatonem i jakoś to idzie. Koniec końców zasikana od weta wróciłam ja, ale Gaton suchutki. Na koniec wszystkiego też ze stresu się posiusiał (po wlaniu w niego takich ilości płynów to nic dziwnego), ale uniosłam mu pupę i wszystko poszło na mnie, na stół weta i podłogę. Dzięki temu jego rana sucha i futerko ocalało.
Wieczorem idziemy na kolejne leki i jutro startujemy z pierwszymi próbami karmienia. Boję się tego strasznie, że coś mu się stanie. Dziś dostał odrobinkę wody, sam nie wypił, ale wodą to on nigdy nie był zainteresowany wiec to żadna informacja, że nie chciał.
Pozdrawiamy mamę Dorszkę, wszystkie ciocie, i pełnego poświęceń wujka Jaskra
800_20180913_012.jpg
800_20180913_014.jpg