Na froncie siuśkowym bez zmian. Najwyraźniej jestem beznadziejna w łapaniu kocich siuśków

Chodziłam za biedaczką cały ranek... W końcu... jest! Poszła do kuwety, pupka niziutko, poczekałam chwilkę, żeby rozpoczęła się akcja, delikatnie za ogonek... Wyskoczyła z kuwety w ułamku sekundy... A podobno zdecydowana większość kotów nie potrafi przerwać siusiania. Jadwinia jest wyjątkowa, potrafi <mrgreen> Żwirku niewchłaniającego nie mam, więc nie było jak odzyskać tej odrobinki która poleciała, a Jadwinia tak się oburzyła, że kolejne siusiu zrobiła dopiero wieczorem, długo po ostatnim transporcie próbek do laboratorium. Ech...
Za to podanie strzykaweczką do pysia leku przeciwzapalno-przeciwbólowego wyszło nam gładko

Apetyt bez zmian, jak tylko wyciągam saszetkę głośno mnie pogania i od razu anektuje 1. postawioną na podłodze miseczkę.
Sporo czasu spędziła dzisiaj na tarasie siedząc pod karmnikiem, niezniechęcona zupełnie tym że żadna rozsądna sikorka nie przyleci do karmnika, kiedy Jadwinia jest na zewnątrz. Nie przyjmuje biedaczka do wiadomości, że sikorki pozwalają jej na siebie szczekać tylko przez szybę

Widocznie liczy na jakąś nierozsądną :-)
Dziękuję ogromnie za dr Seweryna, za dr Pilak, już mam całą listę, z której na pewno będę korzystać jak tylko będzie to konieczne. Oby nie było... Doktorowi Hohensee nasza Kasia z Mazurii wierzy, wierzę i ja. Jeśli Jadwinia nie poczuje się nagle gorzej postaram się spokojnie poczekać na wtorkowe usg. Poczytałam o dr Marcińskim, chyba warto poczekać.
Agnieszko, Krzyś wrócił, wreszcie miałam dzisiaj chwilę oddechu, zawiózł Zuzię na zbiórkę harcerską, pojechał z Gabi do lekarza, a ja w tym czasie spokojnie mogłam się skupić na łapaniu siuśków. Co jak wiadomo nie wyszło, ale przynajmniej nie miałam wrażenia, że trzymam 6 srok za ogon

Absolutnie nie mogłabym Cię dzisiaj prosić o pomoc, ani zaprosić, na co mam wielką ochotę

bo jak wiadomo Gabi prądkuje, a wirusy dziecięce są dla dorosłych znacznie okrutniejsze niż dla dzieci
Cieszę się, że jesteście
