Z czasem i pracą, ja nie wiem, miało być lżej, ale moje powiedzenie, że praca takich głupków jak ja lubi, zdecydowanie się sprawdza <lol> Za to po raz pierwszy od wielu lat nie rozchorowałam się poważnie jesienią, jakieś lekkie załamanie w październiku, ale przepisowo trwało tydzień, i jest bardzo dobrze.
W lutym czeka mnie Holter, ale to tylko tak zapewne mi lekarz przepisał, żebym przez ten czas miała lepsze ciśnienie <lol>
Poza tym wszystko w porządku, kotuchy robią mi bardzo dobrze, jeszcze nie uciekają na mój widok, jeszcze dają się wygniatać. Mam nadzieję, że Raya zdobędzie licencję w styczniu, na jakieś Ex 3 się załapie moja rybeńka <lol> bo ciągle nieposkładana, ale bardzo zadowolona z jej wzrostu będę, to znaczy ze wzrostu na pewno nie, bo kurdupel, ale chyba to, co zobaczyłam na pyszczydle, jak się urodziła, znajdzie się na nim, jak już dorośnie. Oko słabe, ucho za duże, futro gęste i równiutkie jak od maszynki <mrgreen> Gęba plaskata, niestety, ale w sposób jeszcze dla mnie akceptowalny, za to jakie poduchy wibrysowe, no ja kocham ją i tak
Perlę pewnie też zabiorę dla towarzystwa, bo ona musi poczekać na Rayę, ku rozpaczy Fadosława. Może jeszcze Negrę, chociaż ta wygląda jak kupka nieszczęścia, bo też by chciała do Fado, po mamusi ma w głowie tylko jedno. Kupka nieszczęścia dotyczy jedynie jej kondycji, czyli chuda jak patyk, bo reszta wygląda zadowalająco

Perla... no jak to Perla, pięknieje z wiekiem, jeszcze dwa lata i poszalejemy <lol>
Clara ma się świetnie, Borgia biega jak oszalała, najczęściej z Negrą albo z Rayą, przy Negrze trochę pęka, ale o dziwo Rayi się nie boi. No Negra jak ruszy, to jak mama Arabica, na całość, i chociaż bawi się bardzo kulturalnie, czyli zawsze zatrzymuje się bez nawet dotknięcia Borgii, czuje się jej poważne nastawienie <lol>
Ori nasza maskotka najbardziej nas wszystkich bawi, ale jej nie da się opisać, trzeba to zobaczyć. Jak biega pomiędzy wszystkimi, wygląda nadal jak czyjeś dziecko, już nawet karzełek Raya ją przerosła. Ale jest tak wdzięczna, odprowadza mnie wszędzie, pilnuje mnie na każdym kroku, jak piesek truchta przy nodze z ogonkiem postawionym jak antenka, słabość mamy do niej okrutną <zakochana> Od czasu wyjazdu Szyszki to na nią wołamy Ino co drugi raz, próbuję ją nauczyć stawania słupkiem, ale na razie nie załapuje, chociaż barankuje już jak mamusia

Jak Bohdan wraca, bierze ją na ręce, ona siada na przedramieniu, mieści się jak wiewióreczka bez problemu, i szturcha go i barankuje w policzek, Arabica chyba jest już o nią zazdrosna <lol>
A Arabica, jak przystało na Królową Miłościwie Panującą, przemieszcza się pomiędzy wszystkimi z godnością, i tylko na powitanie Bohdana zapomina na chwilę o swoim arystokratycznym pochodzeniu, za nim biegnie jak piesek, zabiega drogę, i wykłada się takim śmiesznym ruchem, od głowy jak śrubka wkręcając się w podłogę. I co oni potem robią...
Fado jak zwykle obrzucany jest najgorszymi z miłosnych wyzwisk, czyli jest naszym ukochanym Debilkiem, Idiotem, Misiem, Okruszkiem, Głupolem, i jeszcze parę imion nie do powtórzenia <lol> Fadosław jak to Fadosław, kładzie mi się na stopach, jak właśnie muszę zamieszać w garnku, jeśli to nie wystarczy, to leżąc na boku obejmuje moją kostkę i przytula ten swój okropny, wilgotny nochal w zagięciu stopy, albo sprawdza, co takiego ciekawego na desce się kroi, albo czy jak obieram pomidory to da radę wejść mi na ramię, albo szturcha głową w ramię, żebym wreszcie przestała, bo przecież nie głaskałam go już od całych dwóch minut!!! <wsciekly> I całe szczęście, że teraz jestem self employed, bo przez tę moją gromadę wiecznie spóźniam się do pracy, to znaczy spóźniam się w odniesieniu do grafiku, jaki sobie wyznaczyłam, bo na szczęście ruchomy czas pracy pozwala traktować wszystko jako małą korektę planów <mrgreen>
Powolutku, powolutku, się toczy kocie życie
