Hej Bracie!
Piszę do Ciebie, żeby wesprzeć Cię w chwili niedoli, bo słyszałem, że już niedługo przyjedzie do Ciebie smarkaty i kudłaty diabeł, który postawi Twoje życie do góry nogami.
O me kocie uszy obiło się też, że wszystko dziać będzie się 14 lutego. Uwierz mi Sołtysie, że nie będzie to dla Ciebie
Dzień Zakochanych. Raczej
Masakra polska kotem ragdollem.
Na samym początku proponuję Ci dwa, trzy syknięcia. To małe i dziwnie pachnące stworzenie nie będzie się Ciebie bało, uwierz mi. Syknąć trzeba, żeby zachować kocią twarz przed Pańcią i upuścić troszkę emocji.
Przez parę dni polecam uporczywy stalking, czyli śledzenie młodego. Pozwoli Ci to na trzymanie sytuacji pod kontrolą i przyzwyczajenie się do tej białej kupy fura, bo później to białe coś zdarzy Ci się połknąć podczas zapasów.

Ale z każdym dniem będzie coraz lepiej. Więc nie martw się na zapas, bo to małe kudłate jest świetnym kompanem do zabaw. Można się ganiać, można pacać i w ogóle jakoś tak raźniej i weselej. Nie przeginaj jednak, bo ta ragdollska pirania sporo urośnie. Za parę miesięcy może być nawet większa od Ciebie. Słyszałem jak moja Duża mówiła coś o 8 kg <strach> Gotowa się jeszcze odegrać. A jak taki wielki strzeli plaskacza, to nie ma zmiłuj. <strach>
Aha... pamiętaj o zaklepaniu jakieś miejscówki gdzieś wysoko, bo czasami przyda Ci chwila w samotności, aby móc odsapnąć od małego smarkacza. I pilnuj miski, bo szarańcza, gdy już wyczyści swoją, zabierze się za Twoją.
To taki mały uzurpator. Przywłaszcza sobie wszystko. Miski, kuwetę, drapak, parapety, nawet kolana Dużych.
Będzie dobrze. W razie czego pisz o wsparcie. Pomogę.
Dziubul
555555555555555555555555555555 i mała bestia Hektor.