Strona 3 z 7

: 13 lut 2011, 22:31
autor: tamiska
madziulam2 pisze:
tamiska pisze: Nigdy nie wymusza płaczem. Często też aportuje :)
zazdroszczę


Pracowaliśmy nad tym od początku :) Jako dziecko miałam kotkę, a TŻ miał w domu rodzinnym kocura, co terroryzował wszystkich żebrząc przeraźliwym miauczeniem i płaczem.


Nasz Lucek jak miał 4-5 miesięcy też tak próbował, ale im bardziej darł się i był natarczywy tym mniej na niego zwracaliśmy uwagę. Jak chciałam mu dać jeść, a on przy tym wtórował mi darciem japki (on nie miauczał- on się darł) to odkładałam jedzenie do póki się nie uspokoił i tak po paru miesiącach nauczył się, że wymuszanie płaczem nie przynosi korzyści, jednocześnie wzmacnialiśmy pożądane przez nas zachowania, czyli leżenie obok miski, bądź też przypominanie nam o karmieniu szturchaniem i pomrukiwaniem. Na takie zachowanie od razu reagowaliśmy i kot wie, że tak uzyska to czego chce :)


Bezwzględnie i zawsze przestrzegam też zasady iż kota nie wolno niczym dokarmiać z talerza, ani ze stołu ani jak się gotuje w kuchni (np. kawałki mięsa rzucane podczas gotowania na ziemię itp.) i dzięki temu kot mi nie przeszkadza w kuchni, nie zagląda na blat itp. tylko grzecznie czeka aż dostanie skrawki surowej piersi z kurczaka, która zostaje mi po robieniu kotletów na obiad i wszyscy są zadowoleni, bo ja się nie denerwuję i mogę spokojnie gotować oraz jeść i Lucek nie pcha się nam do talerza, a sobie śpi i Lucek jest zadowolony, bo nikt go nie przegania i się nie złości.

: 13 lut 2011, 22:46
autor: madziulam2
tamiska pisze:
madziulam2 pisze:
tamiska pisze: Nigdy nie wymusza płaczem. Często też aportuje :)
zazdroszczę


Pracowaliśmy nad tym od początku :) Jako dziecko miałam kotkę, a TŻ miał w domu rodzinnym kocura, co terroryzował wszystkich żebrząc przeraźliwym miauczeniem i płaczem.


Nasz Lucek jak miał 4-5 miesięcy też tak próbował, ale im bardziej darł się i był natarczywy tym mniej na niego zwracaliśmy uwagę. Jak chciałam mu dać jeść, a on przy tym wtórował mi darciem japki (on nie miauczał- on się darł) to odkładałam jedzenie do póki się nie uspokoił i tak po paru miesiącach nauczył się, że wymuszanie płaczem nie przynosi korzyści, jednocześnie wzmacnialiśmy pożądane przez nas zachowania, czyli leżenie obok miski, bądź też przypominanie nam o karmieniu szturchaniem i pomrukiwaniem. Na takie zachowanie od razu reagowaliśmy i kot wie, że tak uzyska to czego chce :)


Bezwzględnie i zawsze przestrzegam też zasady iż kota nie wolno niczym dokarmiać z talerza, ani ze stołu ani jak się gotuje w kuchni (np. kawałki mięsa rzucane podczas gotowania na ziemię itp.) i dzięki temu kot mi nie przeszkadza w kuchni, nie zagląda na blat itp. tylko grzecznie czeka aż dostanie skrawki surowej piersi z kurczaka, która zostaje mi po robieniu kotletów na obiad i wszyscy są zadowoleni, bo ja się nie denerwuję i mogę spokojnie gotować oraz jeść i Lucek nie pcha się nam do talerza, a sobie śpi i Lucek jest zadowolony, bo nikt go nie przegania i się nie złości.
uuuuuuuuuuuu.... to ja już poległam wychowawczo - dodam że chodzi o Gabrysia bo Leon to je jak mu się da, to starszy brat czuwa nad pilnowaniem pór posiłków

: 13 lut 2011, 23:57
autor: Elwira
tamiska pisze: Pracowaliśmy nad tym od początku :) Jako dziecko miałam kotkę, a TŻ miał w domu rodzinnym kocura, co terroryzował wszystkich żebrząc przeraźliwym miauczeniem i płaczem.

Nasz Lucek jak miał 4-5 miesięcy też tak próbował, ale im bardziej darł się i był natarczywy tym mniej na niego zwracaliśmy uwagę. Jak chciałam mu dać jeść, a on przy tym wtórował mi darciem japki (on nie miauczał- on się darł) to odkładałam jedzenie do póki się nie uspokoił i tak po paru miesiącach nauczył się, że wymuszanie płaczem nie przynosi korzyści, jednocześnie wzmacnialiśmy pożądane przez nas zachowania, czyli leżenie obok miski, bądź też przypominanie nam o karmieniu szturchaniem i pomrukiwaniem. Na takie zachowanie od razu reagowaliśmy i kot wie, że tak uzyska to czego chce :)

Bezwzględnie i zawsze przestrzegam też zasady iż kota nie wolno niczym dokarmiać z talerza, ani ze stołu ani jak się gotuje w kuchni (np. kawałki mięsa rzucane podczas gotowania na ziemię itp.) i dzięki temu kot mi nie przeszkadza w kuchni, nie zagląda na blat itp. tylko grzecznie czeka aż dostanie skrawki surowej piersi z kurczaka, która zostaje mi po robieniu kotletów na obiad i wszyscy są zadowoleni, bo ja się nie denerwuję i mogę spokojnie gotować oraz jeść i Lucek nie pcha się nam do talerza, a sobie śpi i Lucek jest zadowolony, bo nikt go nie przegania i się nie złości.
<ok> mądrze <klaszcze>
:kotek:

: 14 lut 2011, 00:43
autor: Elwira
tamiska pisze: Zapomniałam dodać, że Lucek u wczęśniejszej "właścicielki" (...) dostał imię Punia, bo babka nawet nie widziała wielkich jajek pod jego ogonem <lol>
hehehee :haha:
dobrze że kotek trafił teraz w odpowiednie ręce :hug:

: 10 mar 2011, 11:32
autor: tamiska
I znów się pokazujemy :D

Obrazek



Obrazek


Obrazek



Obrazek


Obrazek

: 10 mar 2011, 12:06
autor: Sonia
Nie ma to jak różowe nochalki <mrgreen> Słodką minkę strzelił na ostatniej fotce :kotek:

: 10 mar 2011, 14:34
autor: tamiska
W stylu: Znowu ten aparat??



Ostatnio nas nie było przez 4 dni i do Lucka przychodziła nasza koleżanka. Mój biedny kicia tak się stęsknił, że powitała nas ogromna aria. Coś w stylu: Miauu au au aua miauuu! <mrgreen>


Kot chodził po całym mieszkaniu i obwieszczał nasze przybycie :) a później latał po ścianach i skakał z radości.


Jakie to miłe jak człowiek wraca do domu, a tutaj taka radość <mrgreen>


Tak się za nim stęskniłam, że teraz chodzę i go tulę co chwilę, a on dzielnie mnie znosi <mrgreen>

: 14 mar 2011, 19:50
autor: Elwira
koffany <zakochana>

: 15 mar 2011, 20:10
autor: Maru
Fajne kocisko. Cieszę się, że go odratowaliście :kotek:

: 16 mar 2011, 02:02
autor: tamiska
Ja też się cieszę, bo nie wyobrażam sobie bez niego życia :D Jak tylko mąż mi go pokazał to wiedziałam, że on musi z nami mieszkać.


Ostatnio mój wujek mówi: "Ciotki koleżanki jakieś nienormalne są, bo kupują koty za 3000 zł! i po co to jak można wziąć z dworu?"


A my na to: " I owszem i to się chwali jak ktoś bierze z dworu, ale my mamy kota z dworu i jak do nas trafił miał tyle robali, że wyłaziły z niego wszelkimi otworami, pcheł miał tyle, że po ich wytruciu trzeba było je wyczesywać przez parę tygodni i miał koci katar, czyli w sumie na początek wydaliśmy na niego 2000 zł i nawet nie mieliśmy pewności, czy uda się go wyleczyć..."


Wujek zamilkł i chyba coś do niego dotarło <mrgreen>