Bylismy u weta, pan powiedział, że nie ma powodu do niepokoju, ale mam ją obserwować, w uchu była zwykła woskowina, nic niepokojącego. Jeśli będzie potrząsać nadal głową za dwa dni jedziemy na poważniejsze badania.
na razie młoda chodzi po mieszkaniu i pomiaukuje żałośnie - nie lubi wizyt u weta. Ale do ucha grzecznie dała sobie zajrzeć, nie było problemu.
Witam Was kochani - Ci z którymi się nie witałam.
Co do mojego męża, on nie zgadzał się nie dlatego, że zwierząt nie lubi, ale że je kocha. Mieszkamy w małym mieszkaniu na 4 piętrze i dla większości piesków np. takie warunki to udręka - bo ja osobiście nie mam nic przeciwko spacerom - dość sportowe i ruchliwe stworzenia jesteśmy z mężem.
Zgodził się na kicię... podejrzewam, że kocha ją tak samo jak ja.
ja mu nawet trochę zazdroszczę, bo jego kochają wszystkie zwierzaki. Nie widziałam dotąd czegoś takiego, żeby do człowieka tak lgnęły wszystkie czworonogi.
A teraz anegdotka na dobry nastrój. Ranek, 7.15 (odkąd mąż wrócił z wyjazdu wstaje 30 minut wcześniej, żeby się przed wyjściem do pracy z kotem pobawić) , pan W. powinien już wstawać, ale jeszcze dogorywa. Więc bezceremonialnie pakuje się na łóżko:
- Wstawaj! Nakarmiłam kicię, teraz czas na zabawę, ona nie chce bawić się ze mną tylko z Tobą !
- Jak to wstawaj?
- Chciałeś kota to wstawaj i baw się
- Ja chciałem???
- To co, mam jej powiedzieć, że jest niechciana...
- Nieee.... no dobra - wstaję , nie mów jej, wystarczy, że jest adoptowana ;)