Re: Mała, puchata kuleczka!
: 23 kwie 2013, 12:26
No i mała puchata kuleczka, zwana Kicią zjawiła się w moim domu. Podróż pociągiem zniósł bardzo dobrze. Trzymając go na kolanach czułam jak szybko bije jego małe serduszko. Większą część podróży przespał...wiercenie zaczęło się wraz z zamknięciem transportera.
Pierwsze chwile w domu to już inna historia. Obawiałam się że maluch będzie przerażony i schowa się w najciemniejszy róg mieszkania...jakież było moje zdziwienie gdy OD RAZU rozpoczął zwiedzanie nowego lokum. Centymetr po centymetrze obwąchał wszystko co nadawało się do obwąchania. Władował się w każdą dziurę...oczywiście najfajniejsze to te, do których wchodzić nie wolno
Apetyt dopisuje...wcina aż się uszy trzęsą. Kicia nie boi się niczego...jeśli słyszy jakiś dzwięk to zamiast uciekać idzie dokładnie w jego kierunku. No a kursor na ekranie monitora to juz inna historia....on jest taaaaaki fajowy. Dlatego pisząc to mam jego pyszczek tuż przy ekranie
Cały czas musi mi towarzyszyc...gdzie ja tam i on...Nawet na chwilę nie mogę zamknąć drzwi od łazienki bo juz w otworach widzę niebieską łapkę <lol> Myję włosy - kicia patrzy, biorę prysznic - kicia patrzy, nakładam jedzonko do misek-kicia patrzy podwójnie bo włazi na krzesło (z tego poziomu widać zanczenie więcej ha ha). Makijażu także nie mogę zrobić....obracane lusterko to jest to co kicia lubi najbardziej. Uwielbia obracać je swoją głową (jeszcze trochę podrośnie i obawiam się, iż ta łepetyna tam zostanie - zdjęcie pokazuje co i jak)...no i jeszcze pędzle...takie fajne i puchate, tylko szkoda że włoski wchodzą w nos...kichanie gwarantowane. A pacynki to juz hicior miesiąca. Wystarczy dać małemu pacynkę i kota nie ma. Cuda wianki z nimi wyprawia <rotfl>
Nie obyło się także bez przygód...Podczas cowieczornych przebieżek po mieszkaniu, kicia zastał mnie w łazience, sprzątającą kuwetę. A że MUSI mi towarzyszyć WSZĘDZIE to i tym razem postanowił dołączyc i usiąść na zawsze opuszczonej desce sedesowej. Trwało to dosłownie ułamek sekundy - idealne zgranie w czasie - gdy kicia dała susa na klapę - a ja, nie widząc że on jest "w locie" podniosłam klapę aby wyrzucić to co miałąm na łopatce. Jakież było zdziwienie moje i kota gdy bidulek z pełnym impetem, z łapkami wyciągniętymi do przodu zanurkował w sedesie <shock> Cały pyszczek jak i przednie łapki umoczone...Resztę wieczoru, z całkowitym brakiem własnej wartości wylizywał futerko z wody
Ciekawe, co jeszcze mnie czeka <rotfl>


Pierwsze chwile w domu to już inna historia. Obawiałam się że maluch będzie przerażony i schowa się w najciemniejszy róg mieszkania...jakież było moje zdziwienie gdy OD RAZU rozpoczął zwiedzanie nowego lokum. Centymetr po centymetrze obwąchał wszystko co nadawało się do obwąchania. Władował się w każdą dziurę...oczywiście najfajniejsze to te, do których wchodzić nie wolno
Apetyt dopisuje...wcina aż się uszy trzęsą. Kicia nie boi się niczego...jeśli słyszy jakiś dzwięk to zamiast uciekać idzie dokładnie w jego kierunku. No a kursor na ekranie monitora to juz inna historia....on jest taaaaaki fajowy. Dlatego pisząc to mam jego pyszczek tuż przy ekranie
Cały czas musi mi towarzyszyc...gdzie ja tam i on...Nawet na chwilę nie mogę zamknąć drzwi od łazienki bo juz w otworach widzę niebieską łapkę <lol> Myję włosy - kicia patrzy, biorę prysznic - kicia patrzy, nakładam jedzonko do misek-kicia patrzy podwójnie bo włazi na krzesło (z tego poziomu widać zanczenie więcej ha ha). Makijażu także nie mogę zrobić....obracane lusterko to jest to co kicia lubi najbardziej. Uwielbia obracać je swoją głową (jeszcze trochę podrośnie i obawiam się, iż ta łepetyna tam zostanie - zdjęcie pokazuje co i jak)...no i jeszcze pędzle...takie fajne i puchate, tylko szkoda że włoski wchodzą w nos...kichanie gwarantowane. A pacynki to juz hicior miesiąca. Wystarczy dać małemu pacynkę i kota nie ma. Cuda wianki z nimi wyprawia <rotfl>
Nie obyło się także bez przygód...Podczas cowieczornych przebieżek po mieszkaniu, kicia zastał mnie w łazience, sprzątającą kuwetę. A że MUSI mi towarzyszyć WSZĘDZIE to i tym razem postanowił dołączyc i usiąść na zawsze opuszczonej desce sedesowej. Trwało to dosłownie ułamek sekundy - idealne zgranie w czasie - gdy kicia dała susa na klapę - a ja, nie widząc że on jest "w locie" podniosłam klapę aby wyrzucić to co miałąm na łopatce. Jakież było zdziwienie moje i kota gdy bidulek z pełnym impetem, z łapkami wyciągniętymi do przodu zanurkował w sedesie <shock> Cały pyszczek jak i przednie łapki umoczone...Resztę wieczoru, z całkowitym brakiem własnej wartości wylizywał futerko z wody
Ciekawe, co jeszcze mnie czeka <rotfl>

