Kochani,mam smutną wiadomość ... Sama nie wiem jak sobie z tym poradzić:(
Pamiętacie jak mówiłam,że gdy zabraliśmy Moly z fundacji miała ten niedowład w nóżkach...i że rzekomo był to błąd żywieniowy,zwapnienie...Otóż Moly dziś znów przestała chodzić...Zastałam ją z wywalonym językiem,na plecach,nie mogła wstać,oczywiście biegiem do lekarza,na kliniki...Po badaniach okazało się,że moli miała jaką wadę genetyczną(Mam to w wypisie dokładnie napisane,ale nie mam teraz głowy) Do końca miałam nadzieję,że da się coś z tym zrobić,ale nadzieja odeszła...wraz z Moly...dzisiaj
MOLY:
Gdy z fundacji Cię zabrałam,
to po prostu oniemiałam...
Byłaś taka przestraszona,i tak bardzo wylękniona
Więc do domu Cię zabrałam,swoje serce Ci oddałam
Dobry dom,kocyk , rodzina...Nowe życie się zaczyna...
Dziś me serce Molciu płacze,bo Cię więcej nie zobacze...
Mój koteczku,mój szalony...obyś trafił na "kocie salony"
i pamiętał o nas czasem...bo jestes naszym liliowym mruczasem
