Chciałbym się z Wami podzielić pewną informacją i jednocześnie zapytać o Wasze opinie w temacie.
Od ponad tygodnia zauważyłem u Chico sporą ilość wydzieliny w uszkach. Oczywiście w miarę naszych możliwości oczyszczamy obydwu chłopakom uszy (na tyle na ile dajemy rade, tzn. nie pakujemy żadnych patyczków kosmetycznych do środka ucha, tylko wywijamy "wachla" i czyścimy to co jest widoczne). Od razu skonsultowałem się z Dorotą (od której mamy naszego wspaniałego płowego kocura, i która zawsze nas wspiera w sytuacjach "awaryjnych") i troszeczkę mnie rozmowa z Nią uspokoiła, no bo przecież faktycznie, każdy kot jest inny. Jedne koty czasem mają więcej "wosku w uchach" inne mniej, a jeszcze inne (jak nasz Donciu) nie mają go wcale.
Jednak do tej pory nie pojawiała się, aż taka ilość substancji w Chicowych uszach. Nadal do końca nie dawało mi to spokoju. W momencie, kiedy zauważyłem, że Chico zaczynał co raz częściej gmerać po główce, doszedłem do wniosku, że nie ma na co czekać. Kot --> transporter --> weterynarz. Pierwszy rzut oka na wachle małego (jeszcze przed badaniem) i od razu diagnoza (na podstawie konsystencji i koloru wydzieliny), że na 99% jest to świerzbowiec. Jednak po przebadaniu wydzieliny zarówno z jednego jak i z drugiego uszka pod mikroskopem, pan od obcinania męskości i robienia piiiik, nie stwierdził obecności pasożyta. Uszka zostały wyczyszczone oraz zalecono nam przez 2 tygodnie podawanie do uszków lekarstwa przeciw pasożytom.
Pan doktor zasugerował, że czasami taki objaw może być reakcją na zmianę karmy, co by się zgadzało, gdyż od 2 tygodni bardzooo powoli staramy się wdrażać bezzbożowego Applawsa (który był w sumie ostatnią nadzieją na stosowanie w naszym kocim gospodarstwie domowym, karmy bezzbożewoej - wszystkie pozostałe znane mi karmy bezzbożowe miały u Doncia "przerąbane" - dosłownie

).
Wydaje mi się, że zakrapianie uszy Chico jest niezbędne, bo nawet jeśli nie stwierdzono obecności pasożyta, to może gdzieś się tam chowa i po prostu trzeba go ubić. Nawet jeśli to nie świerzbowiec, to taki przeleczenie nie zaszkodzi. Na pewno będziemy obserwować uszy Doncia (jak na razie czyściutkie). Jednak, zastanawiam się nad karmą. Jeśli ją wyeliminuję teraz, nie będę w stanie stwierdzić, czy poprawa sytuacji usznej jest to zasługa leczenia, czy jedzenia. Nie ukrywam, że chciałbym poznać przyczynę problemu Chicolowych wachli. Co sądzicie? Wyłączyć karmę, czy przeczekać te 2 tygodnie?