Razem z Teresą pracujemy razem. To młoda mama dwóch dziewczynek.
Gdy znalazłam i zaczęłam leczyć Rudaska, wiedziałam jakim będzie cudnym charakterem.
Teresa kiedyś wspominała, że jej córki marzą o kocie. Więc postanowiłam zapytać, czy zamiast maleńkiego kiciaka nie chciałaby troszkę starszego kota, ale o cudownym sercu. Ona nawet chyba miała obiecanego kota gdzieś na wsi gdy kocica się okoci. Opowiedziałam jego historię. Zdawałam sobie jednak sprawę, że nie każdy chce w domu kota oszpeconego paskudnym pogryzieniem przez psa. Każdego dnia opowiadałam jej o nim. Po około tygodniu wypielęgnowałam go na tyle, że mogłam pokazać zdjęcie. I to było to. Teresa go zobaczyła i się zakochała.

A to, że był ranny tylko zwiększyło jej miłość do niego.
Dalszą część znacie.. z jego zdrowiem się skomplikowało, ale nowy domek stanął na wysokości zadania.
Dawno nie widziałam takiej miłości. Sama Teresa mówi, że myślała, że przywiezie kota dzieciom i, że na tym się skończy. Tymczasem ona oszalała na jego punkcie (wraz z córkami). Jest już sto tysięcy zdjęć w telefonie, są filmiki i codzienne o nim historie. Każdego dnia myła rany, podawała leki, jeździła do weta. Nigdy nie usłyszałam słowa o tym, że dałam im tak chorego kota na głowę (a wiecie jak ogromne wyrzuty sumienia miałam,że pospieszyłam się z jego oddaniem).
To było przeznaczenie. Ona sama mówi, że on przyszedł wtedy do mnie właśnie po to aby trafić do nich <zakochana>

wzruszyłam się
Jego wspólne leczenie zbliżyło i nas dwie. W pamiętną sobotę razem jeździłyśmy szukać pogotowia, zawsze byłam i jestem przy niej.