- no to dla poprawienia humoru ciąg dalszy historii zalania, czyli Bareja w najlepszym wydaniu....
- udało mi się dodzwonić do Pani zawiadujacej lokalem nade mną, skąd mnie zalano...Pani bardzo sympatyczna, przyjechała od razu i wraz z jej mężem weszliśmy do TEGO mieszkania.....widok był iście powalający - w zlewie było mnóstwo świństwa wszelakiego, pod zlewem micha pełna śmierdzącej czarnej cieczy....cała podłoga w kuchni podniesiona na parę centymetrów a kiedy "mąż" wszedł na linoleum to zaczęło delikatnie chlupać i cuchnąć..... <shock>
- oniemieliśmy wszyscy bo Państwo opiekujące się mieszkaniem zakręcili główny zawór wody parę tygodni temu......najwyrażniej wybiły nieczystości ze zlewu w kuchni...przelało się i zalało mnie....
- dzwonimy do spółdzielni, żeby przyszedł hydraulik, sprawdził drożność rur i sporządził notatkę o stanie faktycznym.....podano nam kilka nieprawdziwych numerów, w końcu przyszedł PAN hydraulik spojrzał i powiedział; iiii....to było baaaardzo dawno temu...conajmniej miesiąc....
- Pani na to; ale ja tu byłam dwa tygodnie temu i wszystko było ok...
- ja na to; a mnie zalało 14 września i nie przyjęliście zgłoszenia o awarii...
- hydraulik; ale o co wam chodzi, teraz jest wszystko dobrze, u pani się nie leje a rury są drożne jeżeli spłynęło..... <shock> <shock> <shock>
- Pan mąż; to proszę sporządzić notatke, że wszystko jest w porządku...
- Hydraulik; a z tym to jutro do PANA KIEROWNIKA..... <shock>
...i poszedł sobie hydraulik w siną dal a my zostaliśmy....ja z zalanymi sufitami...Państwo z gnijącą podłogą i syfem wszelakim w zlewie i pod zlewem.....i prawdę mówiąc szlag nas trafił, bo według przepisów za drożność wszystkich rur pionowych odpowiada spółdzielnia...no ale rury drożne są przecież,,,,więc o co chodzi......
- wypiliśmy u mnie kawę( bo u nich za bardzo śmierdziało no i nie mają wody, bo przecież żeby nikogo nie zalać zakręcili zawór główny w mieszkaniu) i postanowiliśmy wynająć kancelarię prawną....Pan mąż postanowił także udać się do Prezesa Spółdzielni, żeby mu powiedzieć jakich ma prężnych pracowników dbających o dobre imię firmy......ja szukam w necie odpowiedniego prawnika i coraz bardziej nabieram ochoty na spotkanie z PANEM PREZESEM...bo może on też ma taką szafę do której się mówi i mówi a szafa jak to szafa, se stoi bo po to jest....... <hm>
- a z weselszych rzeczy....Korina zeżarła całą kość z prasowanych scięgien ( ona jest bardzo słona), opiła się wody i.... jak przyszli Ci Państwo do mnie to nasikała na sam środek dywanu..... <shock>
- uznałam to za jej symboliczny stosunek do hydraulika, elektryka i PANAODNIEWIEMCZEGO, który siem nie przedstawił ale zapewniał mnie, żeby sobie dała spokój z roszczeniami bo i tak im niczego nie udowodnię.....no kurczę...ANIOŁ, nie człowiek.....
