U nas jakoś.
Gato po operacji wydobrzał, nabrał ciałka, futerko odrosło. Jest ogromnie pro ludzki i kochany. Niestety, potwierdziły się przypuszczenia weta i muszę pogodzić się z faktem, że kocio cierpi na zespół okrężnicy olbrzymiej. Każdy dzień to zamartwianie się czy kupa będzie.
Jeśli jej nie ma albo jest malutka, albo malutka i twarda to jestem w stresie. Po operacji prawie 1,5 miesiąca mieliśmy ustabilizowaną sytuację. Opracowaną dietę, suplementowanie włóknami. I znowu wystąpiło zaparcie, tydzień "rodziliśmy" kupę. Zaparcia pojawiają się coraz częściej, czasem są krótkotrwałe: jedno, dwa kucnięcia i próba zrobienia kupy i nic, ale później jest.
Mam przykazane od weta nie dopuszczać do zaparć. Naprawdę możecie mi wierzyć że robię wszystko co jestem w stanie wymyślić, czy też się dowiedzieć aby Gatonowi ulżyć. Jelita jako organ mnie zdumiewają, nie rozumiem jak to działa. Dlaczego na takim samym jedzeniu, takich samych suplementach, ilościach wody raz kupa jest idealna, robiona bez wysiłku a innym razem mamy kamień. I nie, nie jest to problem z futrem bo pierwsze zaparcie po operacji było w okresie kiedy Gaton nie gubił futra.
Martwię się. Chciałabym żeby jeszcze długo żył, dopiero co minęły 7 urodziny ale kiepsko to wygląda. Teraz oprócz diety, dolewania wody, dodawania włókien, dopajania strzykawką dostaje jeszcze leki na usprawnienie perystaltyki jelit. Niedawno mieliśmy znowu bardzo długotrwałe zaparcie więc jestem przerażona jak to idzie w złą stronę. Ostatnie kupy z 3 dni bardzo małe, tylko 5cm, brzuszek twardawy jak na moje macanie czyli kupa się zbiera. Nie mogę mu podawać zbyt często leków na przeczyszczenie bo to jelitom nie służy na dłużą metę. Leki dostaje od niedawna, pokładam w nich jakieś szczątki nadziei, że będzie lepiej. Wet mówi, że Gato ma za mało wody, że trzeba jej więcej. Nie wiem czy mało, robię co mogę. Przed śniadaniem 20ml do pyszczka, do śniadania mieszam 30ml, to nam daje 50ml do jednego posiłku, posiłki główne Gaton dostaje 3. To nam daje 150ml. Mniejsze porcje, takie przekąski dostaje jeszcze z dwa razy, tu też jest woda dolewana, wieczorem jeszcze strzykawką do pysia. Na dobę dostaje ok 200ml. Je tylko mokrą karmę a ona w sobie wodę też przecież ma. Sam z siebie Gaton nie pije. Widzę go przy miskach z wodą czy fontanną bardzo, bardzo rzadko. Fontannę, kiedyś tak lubianą teraz omija. Przestawiałam w parę miejsc, teraz stoi na środku mojego biurka. Nadal brak zainteresowania ale myślę sobie, że on nie czuje pragnienia przy takiej ilości wody.
A może to nadal jest mało? 200ml + mokra karma.
Włókna przerabiamy teraz drugie, bo na pierwsze jelita już nie reagują. Dodawałam babkę płesznik, dodawałam pieczoną dynię, zmielone siemię lniane. Był czas, że było ok ale już nie jest.
Jak tak myślę co spierdzieliłam w opiece nad Gatonem to niepotrzebnie przymuszałam/przyuczałam do jedzenia suchej karmy. On zawsze mało pił wody. Tylko żeby ktoś tego nie odebrał opacznie. Nie jestem przeciwnikiem suchej karmy jako takiej. Lunka jest przykładem kota, który kocha podjadać suche po parę sucharków co chwilę, pije wodę że nie nadążam dolewać i jest ok. Kicia ma 11 i pół roku i ostatnie wyniki krwi są poprawne. Po prostu Gatuś jest typem łasucha, zjadał za dużo suchego na raz, nie pił wody. Pierwsze poważne zaparcia rozciągnęły mu jelita a od tego powrotu już nie ma.
Gatonowi zrobiłam tydzień temu usg czy nie daj Boże nie mamy znów wgłobienia jelita, ale na szczęście na razie nie. Mamy w lecznicy zaangażowanych w sytuację weterynarzy, chodzimy do nich jak jest potrzeba. Co ja mogę napisać. Chciałabym żeby leki zadziałały i żeby te kupy były.
Żeby nie było smętnie, dodam na koniec, że Gaton jest raczej radosnym kotkiem, przychodzącym na mizianki, chętnie się bawi, dokucza Lunce, ma apetyt, wygląda bardzo ładnie
