Przez 3 lata było dobrze. A w ostatnim czasie co chwila coś :c
Po 2,5 godziny u weterynarza w końcu jesteśmy w domu.
Avari od rana wymiotował, był jakiś niemrawy a na dodatek w kuwecie rzadka kupa z domieszką krwi.
No to kot hop w transporter - kierunek weterynarz.
Badania wszystkie możliwe zrobione - morfologia, biochemia w porządku, ogólne oględziny dobre, temperatura 38,8. Leki rozkurczowe podane, antybiotyk też. Kroplówka nawadniająca zrobiona, No to szukamy dalej - prześwietlenie.
I tutaj niemiła niespodzianka - zgazowany przedni odcinek jelita. Nie wiadomo czym, ale stawiam na kłaki. Wczoraj było ich trochę w kupie. Avari niby ma podawane pasty i karmy odkłaczające, ale widocznie zbyt mało. Parafina do pyszczka już dzisiaj podana, na jutro kolejna porcja. Zero jedzenia, a na 12:00 wizyta, która jeszcze może skończyć się operacją.
Trzymajcie kciuki, bo ja mam doła
