Creme pisze: Jestem zła, że diagnoza tak późno została postawiona, mamy takie możliwości, a nutura ciągle przechytrza lekarzy.
Ula, to taka "bomba" była, zdjęcia były robione z kontrastem, w wielu pozycjach, każdy widząc pierwsze zdjęcia, bez kontrastu, przerażony wołał "Jakie wielkie serce!!!", ale osłuchowo nic nie wskazywało na takie serducho, bo przy takiej wielkości po prostu odbiłoby się to na jego pracy. Wiec kolejną, jak się okazało trafna diagnozą, była przepuklina przeponowa - zrobili zdjęcia z kontrastem, i naprawdę, każdy kto je oglądał, mówił no nie, przepona cała, a szkoda, bo to by było najlepsze rozwiązanie, taki znajomy lekarzom wróg, bo to akurat się zdarza, i trzeba po prostu załatać przeponę, oni w każdym razie z takimi zbiegami mają do czynienia, jak się okazuje, wcale nie tak rzadko. Ale na zdjęciach nie wyszło nic, równa ściana - potem okazało się, że dziureczka po prostu była malutka, jak Jabbaek był mały wsunął się w nią kawałeczek wątroby, który potem urósł, a teraz dodatkowo, z powodu tej malutkiej obrączki, która go bardzo ściskała, obrzękł, i zaczęły się problemy z oddychaniem, i takie objawy sercowe. Doktor Pasławska, jak robiła nam jakiś czas temu USG, pierwsza powiedziała, że ma najwyraźniej zwidy, ale coś się dziwnego tam dzieje, bo w miejscu płuca widzi naciskającą bardzo mocno na prawą komorę tkankę wątrobową. Też od razu chwyciła za zdjęcia, i to samo "Jaka szkoda, przepona jest cała, to jakiś inny twór". Wszystko tak dziwnie wyglądało, że lekarz zdecydował się, jak się potem okazało, na szczęście, na cięcie centralne, wzdłuż i przez mostek, chociaż mówił, że na ogół dostają się do klatki inną drogą. Cięcie i tak trzeba było przedłużyć, żeby wszystko uporządkować, i Jabbarek ma szew od szyi do łona. Ja mimo wszystko cieszę się, że to tak - guz to guz, zrobi się jeden, to zawsze może zrobić się kolejny. A tutaj jest nadzieja.
Jabbarek już nie buczy, noc była dla niego dość ciężka, ale nie tak bardzo, jak się obawiałam. Najpierw trochę przymuliły go leki, które dostał o 19, chociaż nie uśpiły. Rozglądał się na leżąco, dałam mu na łyżeczce wody z glukozą. Po 23 ugotowałam porcję kurczaka dla moich maluchów, i wodę, którą uwielbiają u mnie wszyscy znacznie bardziej, niż samego kurczaka, postanowiłam dać Jabbarkowi - i to był strzał w dziesiątkę. Szybkość, z jaką nosek zaczął się poruszać, co ja mu tam podtykam <lol> Najpierw spijał z łyżeczki, przez noc tak co jakiś czas, a o 4 podstawiłam cały spodeczek, i chłopczyk z lubością, choć w niewygodnej pozycji, bo na leżąco, wychłeptał <mrgreen> O 6 stał na nogach bez podpierania się o ściany kotnika, zrobił trzy kroki, postał z 5 sekund, po czym runął na bok, ale potem już wstawał dość regularnie, i zrobił nawet obchód dookoła kotnika, sprytnie wykorzystując nylonowe ścianki jako oparcie. O 7 wszedł do kuwety, i zrobił ogromne siku. Dzielny chłopczyk, nie zsiusiał się na podkłady, które mu poukładałam, tylko wytrzymał do chwili, w której będzie mógł wejść do kuwety... Teraz siedzi w psiej pozycji już bardzo długie chwile, na jednym biodrze, ale na przednich łapach wsparty, i się rozgląda.
Na 10 jedziemy do lekarzy, zdam relację, co dalej, jak wrócę
