Ufffffffffff udało się.....
Dziewczyny nie wiem jakim cudem, ale udało mi się to w miarę ogarnąć.
To prawda w sobotę (miało być w piątek, ale się nie wyrobiliśmy) się przeprowadzaliśmy.
Sam dojazd zajął nam 26 godzin. Normalnie jedziemy około 20-22, ale miśki trzeba było wypuszczać do kuwety, na jedzenie, Williego zakraplać i tak się rozciągnęło.
Wszystko przeszło sprawnie, kulki nawet dzielnie znosiły drogę, miały niesamowity apetyt i ślicznie piły wodę... nawet nie kręciły nosami gdy musiały skorzystać z kuwety wielkości pudełka po butach, ledwo im się doopki mieściły ale dały radę.
Niestety Willy nam się troszkę przeziębił i wczoraj towarzystwo wylądowało u weta. Pani z miejsca zakochała się w kociakach, a Williego nie chciała oddać <lol> Jednak to jest towarzyski kociak... Zamiast przynajmniej poudawać, ze się boi weta, rozłożył się w najlepsze na stole i bawił gazikiem... Ugi wyścigówka zachowywała się jak rodowity kot... chciała dać nogę
Wizyta skończyła się na tym, że oboje dostali jakiś zastrzyk, nowe kropelki do oczu i tabletki. Oboje, bo podobno Ugi też jest lekko przeziębiona i nie ma co czekać, aż jej się rozkręci. Jak pokazaliśmy wetce co kazał podawać polski wet, stwierdziła, że nie było to złe, ale za słabe dla Williego i dlatego wystarczyła dłuższa podróż, czy nawet chwilka w przeciągu i rozłożyło go mocniej.
Tak czy inaczej już jest wszystko w porządku. Malce dokazują jak nigdy. W Polsce dałam im do dyspozycji kilkanaście m2, tutaj natomiast mają 70 m placu zabaw. Możecie się domyśleć co one wyprawiają, gdy na tych metrach praktycznie same torby, kartony i walizy <mrgreen> RAJ!!!! Po prostu RAJ!!!!
Najbardziej mi się śmiać się jak się jeden z drugim odnaleźć nie mogą i piszczą wniebogłosy i wtedy w ciągu kilku sekund lecą do siebie i znowusz zabawy i figle.
Dowiedziałam się, że Willy będzie gadułą, ile on się musi namiauczeć... wystarczy, że się tylko na niego spojrzy i od razu. Ugi dawała czadu tylko gdy siedziała w transporterze i cisnęło ją w pęcherz <lol>
Dobra czas coś zacząć robić... Co się za coś wezmę, to kulki się pojawiają i zaczynają dokazywać, a ja siedzę i patrzę i tyle z mojej roboty <rotfl>
Ze zdjęciami musicie jeszcze troszke poczekać, bo nie dość, że aparat rozładowany to jeszcze nie wiem, gdzie są jakiekolwiek kable i ładowarki
Jest jeden wielki sajgon a na tym sajgonie dwa przeszczęśliwe kociambry <zakochana>