Nie wiem, od czego zacząć <lol> Hodowlę znalazłam przez ogłoszenie, spodobał mi się opis i potem strona internetowa - widać, że tworzą ją ciepli, mili ludzie. W miocie było, jak okazało się na miejscu, sześć kociąt. Dwoje liliowych i czworo niebieskich, wśród niebieskich tylko jeden chłopak. Kociaki mają niecałe sześć tygodni. Na początku leżały i spały w legowisku, ale gdy usiedliśmy na podłodze, od razu podeszły zainteresowane, a potem to już rozbiegły się po całym pokoju i tylko najmniejszy, chudziutki jak szczurek liliowy chłopak z ogromnym zainteresowaniem gryzł palce Chłopa <lol>
Mnie ujęła niebieska dziewczynka, puchata i pulchniutka, bo miała słodki pyszczek i od razu bezceremonialnie wpakowała mi się na kolana. Chłop jednak od początku marzył o niebieskim chłopaku, więc niech ma, w końcu dla mnie one wszystkie były przecudne <zakochana> Zresztą ja wybierałam Aryę.
Facet, z którym rozmawialiśmy, był naprawdę w porządku, miło się z nim rozmawiało, spokojnie mogłabym z nim iść na piwo

Widać po nim, że jest początkujący (to ich drugi miot), ale bardzo kocha te maluszki. Godzina zleciała jak z bicza strzelił, wpłaciliśmy zaliczkę i chłopczyk jest już zarezerwowany <mrgreen>
Nie mam więcej zdjęć, bo dwójka maleństw poległa jako pierwsza i był wśród nich nasz Eddie. Nawet nie wiem, który to na zdjęciu, ale może dostanę jakieś nowe fotki od czasu do czasu.
Eddie od Edwarda Nożycorękiego, wpadliśmy na to spontanicznie jeszcze zanim wybraliśmy kota i przylgnęło, osobiście uważam, że to idealnie imię dla kota <diabeł>
I teraz dylemat... Możemy odebrać naszego misia po 9 stycznia, gdy będzie miał minimum 12 tygodni, ale możemy też poczekać do 15 tygodnia i wtedy dostaniemy go wykastrowanego w cenie. Hodowca wymaga kastracji prędzej czy później, ale nie narzuca wczesnej, bo rozumie, że ludzie wolą brać do domu jak najmłodsze maluszki. Wiadomo, serce chciałoby odebrać jak najmłodszego, żeby nacieszyć się malutką ciapą, ale rozsądek mówi, że wczesna kastracja to najlepsza opcja dla kogoś, kto ma niesterylizowaną młodą koteczkę. Zastanawiałam się bardzo intensywnie, na kiedy umówić Aryę na zabieg, zanim Edek będzie gotowy płodzić dzieci

, a to oszczędziłoby nam tego pośpiechu. No i mielibyśmy z głowy problem (i koszt!) kastracji kocurka. Więc chyba poczekamy... Gdyby nie było naszej kotki, pewnie brałabym gościa pierwszego możliwego dnia. Co myślicie?
W sumie Aryę też odebraliśmy, gdy miała 15 tygodni, i nadal była malutka
Z hodowli wróciliśmy do domu o północy, bo to 140 kilometrów, a ja o 5 wstawałam do pracy - dwanaście godzin, 7-19

Jutro też idę, więc kończę esej i spadam do łóżka :->