Nowe przygody Lolka Odważnego <mrgreen>
Wczoraj wieczorem, dziwnym zbiegiem okoliczności nasze mieszkanie wypełniło się znajomymi, którzy zostali u nas na noc. Jak już zapełniliśmy gośćmi dwa wolne pokoje (pozostała nasza sypialnia i salon bez obcych naleciałości). Lolek jako gospodarz krzatał się uprzejmie, może nie wskakiwał z czułościami w ramiona (te rezerwuje dla mnie), ale ocierał się sympatycznie, sprawdzał, czy dobrze posłaliśmy łóżka do spania, otwierał sobie do nich drzwi i dumnie wchodził krokie defiladowym z miną: Ja tylko na chwilę, nie przeszkadzajcie sobie. I niby wieczór opanowany. Nic bardziej błędnego. Koło północy dostaliśmy telefon od znajomego koszykarza, że zgubił klucze do domu... <strach> Jak to sportowiec na wygnaniu, bez rodziny, pierwszy sezon w Koszalinie, znajomych zbyt wielu jeszcze się nie dorobił... I cóż z ofiarą losu począć? No oczywiście zaproponowaliśmy, żeby przespał się u nas. Jak już mieliśmy chatę pełną to jedna dodatkowa osoba nie czyni różnicy. Lolek w pełni szczęścia przywitał w drzwiach nocnego gościa, ekstazę przeżył wąchając kolejne buty, tylko te były wielkości Lolka <lol> to i zapachu więcej. Już sam nie wiedział gdzie, co kontrolować, który pokój, kogo obwąchiwać, z tego wszystkiego nie znalazł nawet czasu na wieczorne odwiedziny w kuwecie. Jak już opanowaliśmy sytuację, chłopa słusznego wzrostu (ponad 2 metry) położyliśmy na nierozkładanym narożniku

, obłożyliśmy kocami i pogasły światła. Myślałam, że Lolek przyjdzie spać do nas do sypialni (przecież z obcym nie będzie spać), jakże się myliłam. Najpierw robił za Boba Budowniczego w kuwecie, zbudował tam chyba zamek z fosą (długo to trwało), po czym wmaszerował do salonu na zasłużony odpoczynek. Rano zastałam kota w salonie w rozecie, wystawały tylko stópki, naprzeciw jego stopersów wystawały odnóża ciut dużego gościa, który nie mieścił się na narożniku

I tak zespół w zespół Lolek nockę spędził z nowym kolegą <lol>