Już po zabiegu... Wszystko poszło ok, Arya będzie się teraz powolutku budziła. Odbierzemy ją około 18:30-19, gdy Chłop wróci z pracy. Wziął pół dnia wolnego od rana, żeby ją zawieźć.
Ma jeść coś delikatnego, puszki Applaws zostały zaaprobowane, ale mają być z kurczakiem, więc wysłałam Chłopa do sklepu, bo wczoraj w innym sklepie nakupiłam w promocji całe mnóstwo puszeczek Applaws na spróbowanie, ale żadna nie była z gołym kurczakiem, w każdej jakieś niesprawdzane jeszcze dodatki - kaczka, ser, mango, dynia...
Dostanie kołnierz <roll> Chyba zmajstruję jej ubranko ze skarpetki, bo jakoś sobie tego nie wyobrażam na dłuższą metę. W czwartek powinnam iść do pracy i nie zostawię kota w kołnierzu na dwanaście godzin, albo coś wymyślę, albo wezmę dwa dni wolnego.
Mieliśmy możliwość oprowadzenia po klinice, oczywiście skorzystałam. Pani zaniosła Aryę w transporterku przodem i gdy weszliśmy do sali z klatkami, leżała już w najgłębszym kąciku i patrzyła na nas wielkimi oczami, MIAUCZĄC - a ona prawie nigdy nie miauczy, właściwie tylko wtedy, gdy jej bardzo źle

Nie zbliżyłam się do klatki i postarałam jak najszybciej wyjść, żeby nas nie widziała, bo czułam się okropnie, zostawiając ją tam.
Cieszę się, że zdecydowaliśmy się nie brać Eddiego od razu i poczekać do kastracji, bo drugi raz nie chciałabym przechodzić zostawiania biedactwa w klinice. Niech hodowca się tym martwi
Kwiat groszku, hodowlę wypatrzyliśmy faktycznie szybko - zainteresowałam się ogłoszeniem na pets4home, obejrzałam stronę internetową i facebookową, skontaktowaliśmy się z hodowcą. Widać było, że kotki nie wiedzą, co to klatka, chodziły po wszystkim i po nas też :-)
Takie zdjęcie dostaliśmy niedawno:
