Wróciłam.. ufff
Chyba udało mi się wszystko tak poskładać, że będzie dobrze.
Pierwsze stwierdzenie Pani sąsiadki,
to że to nie jej kot, tylko ona u niej mieszka 
NO COMMENT
Był mój płacz i tłumaczenia, że nie może rodzić byle gdzie. Więc Ruda ma naszykowane przez nas miejsce do porodu. Ciepłą komodę. Zaniosłam koce, miski. Zobowiązałam się pokryć koszty jedzenie przez ten czas plus zastrzyk po odstawieniu od mleka maluchów + sterylizacja. Dostałam na piśmie zgodę na jej wysterylizowanie po tym miocie.
Wszystkie poprzednie mioty są rozdane, ogłoszenia były na OLX. Potwierdza to sąsiadka, która ze mną poszła. Faktycznie na ich pokraczny sposób dbają o kociaki.
Oczywiście zgody na sterylizację nie dostałam tak od razu. Ale w końcu się udało. Jestem umówiona z ich dziećmi, które będą ode mnie odbierać jedzenie dla Rudej, aby była bezpieczna po porodzie.
Chce zapomnieć o tym dniu, bo pochorowałam się już przy samym wiezieniu Rudej z takim brzuchem do weta.
Niestety moja niewiedza i brak doświadczenie nie pozwalają dyskutować z weterynarzem, który odmawia mi zabiegu. A już propozycja ich eutanazji skończyła się zażyciem przeze mnie środków uspokajających.
Od dziś czuwam nad nią. Będę doglądać wszystkiego, aby ten jej ostatni miot urodził się i odchował szczęśliwie. Sąsiadka kręci nosem, ale wszystko już ustalone.
Proszę o wstrzymanie się z wpłatami w takim razie. Sterylka się ciut opóźni.
To chyba najwięcej co mogłam zrobić. Ruda jest bezpieczna. Ja teraz odchoruję dzisiejszy dzień. Nie tak to miało wyglądać. Gdyby pojawiła się tydzień temu...