Ucaluj ja w brzucholka ode mnie.
Meg zwana Kocinką
- Yola
- Posty: 480
- Rejestracja: 03 sie 2010, 09:32
- Kontakt:
-
kotku
- Posty: 4225
- Rejestracja: 26 lip 2011, 20:51
- Hannah2
- Posty: 462
- Rejestracja: 06 gru 2011, 11:26
U mnie też ostatnio klatka schodowa to coś najbardziej fascynującego na Świecie, ale dla kogo? Oczywiście tylko dla najbardziej psotnego Bobinka <!> piszczy pod drzwiami
Ostatnio go wypuszczamy i TZ robi wtedy straszny hałas a Bobinek ucieka do domu.
Może skojarzy że świat zewnętrzny to cos groźnego i lepiej siedzieć w domu

Ostatnio go wypuszczamy i TZ robi wtedy straszny hałas a Bobinek ucieka do domu.
Może skojarzy że świat zewnętrzny to cos groźnego i lepiej siedzieć w domu
- kosanna
- Posty: 1050
- Rejestracja: 08 sty 2011, 12:37
Gdyby to było takie proste...Yola pisze:Kocinka jest boska <zakochana>![]()
Ucaluj ja w brzucholka ode mnie.
Obawiam się, że "dostałabym z liścia" w najlepszym przypadku, a w najgorszym miałabym takiego "sznyta", że hej! Nie pobili bym mnie w więzieniu, bo wiedzieliby, że "swoja", a że do więzienia się nie wybieram to nie spełnię prośby <mrgreen>
Brzuszek jest tylko na przynętę, żeby pani się zainteresowała kotem
Głaski dla wszystkich forumowych podopiecznych!
- Agnieszka7714
- Posty: 2450
- Rejestracja: 25 paź 2010, 09:42
- Płeć: kobieta
- Skąd: Wrocław
- kosanna
- Posty: 1050
- Rejestracja: 08 sty 2011, 12:37
Dzisiaj miałam taki dzień, że coś okropnego, a Meg jeszcze gorszy...
Zaczęło się od tego, że dziś rano nie chciała jeść żadnych smaczków, co wzbudziło mój... niepokój. Może się na coś uczuliła - to była pierwsza myśl, która mi przeszła przez głowę, ale w diecie Meg ostatnimi czasy nie pojawiło się nic nowego oprócz bezopeta. Ciąg skojarzeń był następujący, jeśli to jakaś alergia pokarmowa, to trzeba przyjrzeć się skórze. Zaczęłam przeczesywać skórę Meg kawałek po kawałku, ale nie zauważyłam nic niepojkojącego, żadnych zaczerwień itp. Jednak nie dawało mi to spokoju i przez cały dzień przeczesywałam jej skórę milimetr po milimetrze (całkowicie irracjonalnie, jakiś instynkt) i w końcu odkryłam na grzbiecie, dokładnie na karku strupa z zaczerwienieniem skóry na około. Weszłam na forum, poczytałam trochę: liszaje, egzemy, grzyby, martwice... Tak się przeraziłam, że natychmiast pojechałam do kliniki czynnej w niedzielę 24 na dobę. I co się okazało martwica skóry po zastrzyku. Weterynarz wygoliła jej skóre na karku, posmarowała rivanolem i kazała mi przemywać trzy razy dziennie. Uspokoiła mnie, że nie ma żadnych krost pod skórą, że jest to stara rana i że się goi. Obwniam się cały czas, że tego nie zauważyłam. Weterynarz powiedziała, że miałam prawo bo ma taki gruby podszerstek i było to tak zarośnięte, że dopiero odchylenie włosów przy samej skórze ukazało pożałowania godny widok. Wróciłam już z kilniki i analizuje sytuację na wszelkie możliwe sposoby i jak tak cofam się myślą wstecz to przypominają mi się pewne niepokojące sygnały, a mianowicie: Meg miała dwa zastrzyki na początku sierpnia zeszłego roku, jeden antykoncepcyjny, a drugi przeciwko wściekliźnie w kark (jechała wtedy na działkę). Pamiętam, że wtedy ją to miejsce bolało, bo próbowała się tam drapać (nie mogła dosięgnąć). Podczas następnej wizyty u weterynarza na zatrzyku antykoncepcyjnym w grudniu zwróciłam uwagę, że wtedy ją to miejsce bolało, więc zasugerowałam, żeby zrobić zastrzyk gdzie indziej. Meg dostała wtedy zastrzyk w łapkę. Oglądałam jej wtedy dokładnie skóre na karku z weterynarzem, ale nic nie znaleźliśmy, ale teraz myślę, że to musiało tam być już wtedy!!!!! Najgorsze jest to, że normalnie ją głaszcze po karku (ona bardzo to lubi) i nigdy nic nie wyczułam, ona tam się nigdy nie drapała (bo nie mogła, ale nie ocierała tego miejsca. I gdyby dzisiaj nie akcja ze smaczkiem, to dalej bym nie wiedziała, że coś takiego tam się ukrywa. Futro Meg nie miało żadnych łysch placków, przerzedzonych miejsc, sfilcowanych włosów. Nic, co mogło by wzbudzić podejrzenia. Jestem załamana. Obwiniam siebie, że jej nie wysterylizowałam już dawno temu, wtedy nie miałaby żadnych zastrzyków. Meg miała trzy zastrzyki delvosteronem pierwszy w udo prawej nogi, drugi właśnie w kark (razem ze szczepionką na wściekliznę, syknęła wtedy na weterynarza po raz pierwszy w swoim życiu) i trzeci w prawą przednią łapkę. Teraz miała już być poddana sterylizacji, a usłyszałam że nie można dopóki rana na plecach się nie zagoi. Inaczej w maju będzie miała kolejny zastrzyk. A ja nie zamierzam jej więcej kuć! Zamierzałam ją w końcu wysterylizować. Zapytałam się, czy może mieć kolejny zastrzyk. Powiedziano mi, że tak, bo nie jest uczulona na te substancje (inaczej by się drapała). Na łapce i udzie nie ma żadnych zmian. Dodatkowo znowu ma zapalenie spojówek przez niedrożność kanalików. Jestem autentycznie załamana. Jutro idę po urlop i nie wyjdę z zakładu dopóki mi nie wysterylizują kota, nie udrożnią kanałów i nie usuną martwicy. Już mam po prostu tego dosyć!
Meg z usuniętą skórą z karku, wielkim strupem w krwawej otoczce pofarbowanym na żółto wygląda jak siedem nieszczęść. Ale o dziwo wcale nie jest obrażona, a myślałam, że będzie siedzieć w wersalce, przynajmniej to jest pocieszające. Idę się zając moją bidulką. Żeby już nie było całkowice na smutno (chociaż osobiście jestem załamana), to sterroryzowała wszystkie koty u weterynarza. Koty miauczały, a ona wbijała takie spojrzenia sztylety i nie spuszczała delikwenta z oka, ktory akurat siedział na przeciwko. Spędziłam w klinice pół dnia bo czekałam na dermatologa. Nie miauknęła ani razu.
Pani weterynarz myśłała, że Meg jest egzotykiem, a nie brytyjczykiem. Kiedyś jeden z weterynarzy zapytał: To brytyczyk? Chyba nie... Bardzo się wtedy ucieszyłam bo był najbliżej odgadnięcia rasy. Meg waży zaledwie 3350. Teraz popija wodę moja bidulka kochana... I drapie się tylną nogą w to miejsce, a nigdy się nie drapała pewnie ją ten rivanol swędzi. Boję się, że to sobie rozdrapie do krwi, może powinna mieć kołnierz? Nie prześpię tej nocy, a jutro mam dyżur na 4. 30 rano! Ona dosięga tylna łapką. Może przy goleniu tego miejsca ją zadraśnięto. Paznokcie ma obcięte na krótko u łapek tylnych i przednich poprosiłam o to weterynarz. Szkoda, że nie poprosiłam o kołnierz. Koszmar.
Ale wcześniej się nie drapała w to miejsce wcale, a teraz cały czas się drapie....
Zaczęło się od tego, że dziś rano nie chciała jeść żadnych smaczków, co wzbudziło mój... niepokój. Może się na coś uczuliła - to była pierwsza myśl, która mi przeszła przez głowę, ale w diecie Meg ostatnimi czasy nie pojawiło się nic nowego oprócz bezopeta. Ciąg skojarzeń był następujący, jeśli to jakaś alergia pokarmowa, to trzeba przyjrzeć się skórze. Zaczęłam przeczesywać skórę Meg kawałek po kawałku, ale nie zauważyłam nic niepojkojącego, żadnych zaczerwień itp. Jednak nie dawało mi to spokoju i przez cały dzień przeczesywałam jej skórę milimetr po milimetrze (całkowicie irracjonalnie, jakiś instynkt) i w końcu odkryłam na grzbiecie, dokładnie na karku strupa z zaczerwienieniem skóry na około. Weszłam na forum, poczytałam trochę: liszaje, egzemy, grzyby, martwice... Tak się przeraziłam, że natychmiast pojechałam do kliniki czynnej w niedzielę 24 na dobę. I co się okazało martwica skóry po zastrzyku. Weterynarz wygoliła jej skóre na karku, posmarowała rivanolem i kazała mi przemywać trzy razy dziennie. Uspokoiła mnie, że nie ma żadnych krost pod skórą, że jest to stara rana i że się goi. Obwniam się cały czas, że tego nie zauważyłam. Weterynarz powiedziała, że miałam prawo bo ma taki gruby podszerstek i było to tak zarośnięte, że dopiero odchylenie włosów przy samej skórze ukazało pożałowania godny widok. Wróciłam już z kilniki i analizuje sytuację na wszelkie możliwe sposoby i jak tak cofam się myślą wstecz to przypominają mi się pewne niepokojące sygnały, a mianowicie: Meg miała dwa zastrzyki na początku sierpnia zeszłego roku, jeden antykoncepcyjny, a drugi przeciwko wściekliźnie w kark (jechała wtedy na działkę). Pamiętam, że wtedy ją to miejsce bolało, bo próbowała się tam drapać (nie mogła dosięgnąć). Podczas następnej wizyty u weterynarza na zatrzyku antykoncepcyjnym w grudniu zwróciłam uwagę, że wtedy ją to miejsce bolało, więc zasugerowałam, żeby zrobić zastrzyk gdzie indziej. Meg dostała wtedy zastrzyk w łapkę. Oglądałam jej wtedy dokładnie skóre na karku z weterynarzem, ale nic nie znaleźliśmy, ale teraz myślę, że to musiało tam być już wtedy!!!!! Najgorsze jest to, że normalnie ją głaszcze po karku (ona bardzo to lubi) i nigdy nic nie wyczułam, ona tam się nigdy nie drapała (bo nie mogła, ale nie ocierała tego miejsca. I gdyby dzisiaj nie akcja ze smaczkiem, to dalej bym nie wiedziała, że coś takiego tam się ukrywa. Futro Meg nie miało żadnych łysch placków, przerzedzonych miejsc, sfilcowanych włosów. Nic, co mogło by wzbudzić podejrzenia. Jestem załamana. Obwiniam siebie, że jej nie wysterylizowałam już dawno temu, wtedy nie miałaby żadnych zastrzyków. Meg miała trzy zastrzyki delvosteronem pierwszy w udo prawej nogi, drugi właśnie w kark (razem ze szczepionką na wściekliznę, syknęła wtedy na weterynarza po raz pierwszy w swoim życiu) i trzeci w prawą przednią łapkę. Teraz miała już być poddana sterylizacji, a usłyszałam że nie można dopóki rana na plecach się nie zagoi. Inaczej w maju będzie miała kolejny zastrzyk. A ja nie zamierzam jej więcej kuć! Zamierzałam ją w końcu wysterylizować. Zapytałam się, czy może mieć kolejny zastrzyk. Powiedziano mi, że tak, bo nie jest uczulona na te substancje (inaczej by się drapała). Na łapce i udzie nie ma żadnych zmian. Dodatkowo znowu ma zapalenie spojówek przez niedrożność kanalików. Jestem autentycznie załamana. Jutro idę po urlop i nie wyjdę z zakładu dopóki mi nie wysterylizują kota, nie udrożnią kanałów i nie usuną martwicy. Już mam po prostu tego dosyć!
Meg z usuniętą skórą z karku, wielkim strupem w krwawej otoczce pofarbowanym na żółto wygląda jak siedem nieszczęść. Ale o dziwo wcale nie jest obrażona, a myślałam, że będzie siedzieć w wersalce, przynajmniej to jest pocieszające. Idę się zając moją bidulką. Żeby już nie było całkowice na smutno (chociaż osobiście jestem załamana), to sterroryzowała wszystkie koty u weterynarza. Koty miauczały, a ona wbijała takie spojrzenia sztylety i nie spuszczała delikwenta z oka, ktory akurat siedział na przeciwko. Spędziłam w klinice pół dnia bo czekałam na dermatologa. Nie miauknęła ani razu.
Pani weterynarz myśłała, że Meg jest egzotykiem, a nie brytyjczykiem. Kiedyś jeden z weterynarzy zapytał: To brytyczyk? Chyba nie... Bardzo się wtedy ucieszyłam bo był najbliżej odgadnięcia rasy. Meg waży zaledwie 3350. Teraz popija wodę moja bidulka kochana... I drapie się tylną nogą w to miejsce, a nigdy się nie drapała pewnie ją ten rivanol swędzi. Boję się, że to sobie rozdrapie do krwi, może powinna mieć kołnierz? Nie prześpię tej nocy, a jutro mam dyżur na 4. 30 rano! Ona dosięga tylna łapką. Może przy goleniu tego miejsca ją zadraśnięto. Paznokcie ma obcięte na krótko u łapek tylnych i przednich poprosiłam o to weterynarz. Szkoda, że nie poprosiłam o kołnierz. Koszmar.