To jeszcze jedna historyjka z prawie kryminalnym wątkiem.

Opowiada Koko.
„O tym, jak to Niunia pobiła córkę Cytronelli”
Z wątpliwą przyjemnością chciałbym przedstawić Wam jednego z najukochańszych domowych badyli BabaJagi.
Oto ona – rachityczna Cytronella (co za szkaradztwo!

) w całej swojej okazałości. Przyczyna niedawnych naszych z Niunią kłopotów.
W zeszłym roku na jednej ze swoich cherlawych gałązek zawiązała mizernego kwiatuszka (sztuk jeden, na szczęście!), z którego później wylęgła się równie mizernej postury cuchnąca cytryną żółta kulka (zwana dalej Młodą Cytronellą).
Zaraza wisiała na gałęzi ponad rok, drażniąc nasze delikatne kocie noski niewymiernie. Brrr…! Na samo wspomnienie o jej wstrętnym odorze aż dostaję nieprzyjemnych odruchów!
Któregoś dnia BabaJaga otworzyła okno, aby przewietrzyć pokój. Wskutek przeciągu Cytronella radośnie zamachała swoją cienką wędką z żółtą kulką, co z kolei wywołało u Niuni nieodpartą ochotę na złowienie rzeczonego obiektu. Nawet nie wiemy, jak to się stało, ale eteryczna gadzina odpadła nagle od badyla i potoczyła się po podłodze, kończąc swoją podróż pod kredensem.
Oboje z Niunią błyskiem daliśmy za nią nura pod mebel, po czym umiejętnymi ruchami pazurów wymusiliśmy wytoczenie się Młodej Cytronelli na środek pokoju. Następnie, Młoda C. przebyła szybką podróż w paszczęce Niuni na kanapę, aby tam doznać kolejnej serii cielesnych upokorzeń.
- Co mówisz? Że jeszcze chcesz z drugiego boczku?
- A proszę bardzo!
Wielokrotnie wypacana i niemal „posiniaczona”, w końcu z powrotem znalazła się na środku pokoju, gdzie z zemsty wydała z siebie tak wściekle cytrynowy odór, że znowu zmuszeni byliśmy wykorzystać znane nam ostateczne środki samoobrony. Techniką stosowaną przez hokeistów próbowaliśmy zagonić intruza ponownie pod kredens.
Pech chciał, że w tzw. międzyczasie do pokoju nagle wtargnęła BabaJaga, tupnęła nogą i dociekliwie zapytała: „A co tu znowu za fanaberie się wyprawiają?!” I pech też chciał, że tym jednym tupnięciem niechcący rozdeptała Młodą C., kiedy ta wirowym ruchem właśnie zmierzała w kierunku nowo upatrzonej kryjówki za walizką.
W desperacji oraz na wszelki wypadek oboje z Niunią błyskiem czmychnęliśmy do szafy, aby tam bezpiecznie przeczekać nadciągającą „burzę z piorunami”.
Do dzisiaj nie mogę wyjść ze zdumienia, że BabaJaga to niby taka doświadczona kobitka, a dopiero po tym incydencie dowiedziała się, że przeciągi mogą być śmiertelnie groźne. Mrrrau…
No właśnie! Mrauuu…
