Dzień dobry Szanownemu Gronu!
Dawno mnie tu nie było, a u nas zmiany, zmiany, zmiany...
Mamy nowe zwierzęce dziecię,a mniej ofiicjalnie: MAMY KOLEJNĄ GĘBĘ DO WYZYWIENIA
Kiedy przybyłam tu na forum to opłakiwałam jeszcze śmierć swojego bulteriera ciesząc się jednocześnie z obecności Krewety.
Wówczas, zakładałam, że nie będzie z nami przez jakiś czas psa, ponieważ za bardzo cierpiałam.
Ale...człowiek słaby jest i basta. Brakowało mi torpedy w domu, bo Kreweta raczej szlachetnie stonowana.
Na bullka nie mogłam się zdecydować, bo nie podoba mi się to co dzieje się wokół rasy, plus żaden bullek nie byłby w stanie dorównać mojemu.Więc myślałam o innych 2 rasach, które równie szaleńczo kocham: dogo canario i boerboel.Ostatecznie, uznałam, że wolę dać domu zwierzakowi w potrzebie. Ot co. Mieliśmy kilka przejść z fundacjami, ale trafiłam na cudownych ludzi i...
I oto, od ok 3 tygodni mieszka z nami Nokaut (wcześniej Rico) z Fundacji Nasze Futrzaki.
Temperamentny, stróżująco- obronny molosowaty szczeniak zaklęty w ciele ok 2 letniego psa.
Zaniedbany socjal (głodzony na łańcuchu) powoduje, że chłopak wymaga nauki wszystkiego, a radość okazuje niemal odgryzając ręce w łokciu.
Szkolimy się z posłuszeństwa, śladów,a w przyszłości jeszcze obrona (IPO). Ma zwierzyna potencjał.
Uskuteczniamy ,więc domowy survival - "jak przetrwać z psem ewolucyjnie o móżdżku rozwielitki i ciałku hieny". Wielogodzinne spacery, trening, szkolenie, wyjazdy w góry...a w przyszłości dogtrekking.

Moja mama, będąca szalenie elokwentną i elegancką kobietą skwitowała nowego członka rodziny jednym dosadnym zdaniem "Chyba Cię poje@#$%"

Jak argumentowała, po bulterierze z ADHD sądziła, że zdecyduję się maksymalnie na papillona czy innego yorka. Co zrobisz, że kocham temperamentne i charakterne potwory?
A KOT? CO KOT NA TO?
Bardzo bałam się jak to będzie z tym nieogarem i naszą Audrey Hepburn kociego rodu- Krewetą. Ale trafiły mi się zwierzęta wyjątkow, które wiedzą, że trzeba się dostosowac i już. Pies po 1h zrozumiał, że oczekujemy od niego totalnego szacunku dla kociej rezydentki i żadne polowania nie mają szans. I faktycznie, odpuszcza i szanuje granice wyznaczane przez Krewetę.
A Kreweta? Po pierwszym szoku, kilku owocnych knockautach prawym sierpem i po kilku melodyjnych szatańskich wyzwiewach bulgoczących w jej trzewiach (choć czasem jeszcze syknie to już mniej)...odpuściła.
No cóż, teraz czeka nas szukanie działki i budowanie domu w lesie. Solidne ogrodzenie i...suczka boerboela do kompletu. I wtedy mogę umierać spełniona.
Nokaut:
zdjęcie z Azylu:

spacer:
I kilka słabych zdjęć, ale pokazuję ze względu na pieseła.
tutaj pracujemy na szkoleniu (ślady i posłuszeństwo). W tle Agnieszka z Centrum Kynologicznego Energia
a tutaj najcudowniejsze zdjęcie (Krewetka odrastająca)
