Ozz bardzo się zmienił w ostatnich miesiącach. Jest skory do zabawy, kwili jak kociak, conocny rytual mojego pójścia do łazienki w okolicach północy to kwik Ozziego i tupot jego łaput i ja stojąca w otwartych drzwiach czekająca, aż przygalopuje. Wrzucam do wanny patyczek do wycierania uszu, a Ozz przez caly ten czas, gdy biorę prysznic w kabinie, bawi się jak kilkumiesieczny kociak. Potem jest rytualne otarcie się o moje mokre jeszcze nogi, gapienie się jak myję zęby i możemy iść spać.
Igor znowu ma hustawki nastrojów. Jednego dnia jest nadpobudliwy, rozwrzeszczany i nerwowy, innego leży całymi godzinami ze smutkiem w oczach... Podejrzewam, że to wina moich wlasnych nastrojów, które w ciagu ostatniego półrocza były rozpięte między skrajną euforią i totalną depresją. Postanowiłam zabrać się za siebie, zacząć biegać, zadbać o swój stan psychiczny, spokój wewnętrzny, bo Iggy to barometr moich nastrojów. Był czas, kiedy jego stan bardzo się unormował, ale teraz znowu zachowuje się, jakby miał kociego borderline'a.
W tym roku wreszcie mamy cat tv. Do kupionego w zeszłym roku w Lidlu karmnika, który wypełniłam orzeszkami, przylatują regulatnie dwie sikorki bogatki. Igor jest w siódmym niebie. Zaczaja się, skrzeczy, przesiaduje przy szybie jeszcze długo po tym, jak sikorki napełnią brzuszki i odlecą. Fajnie, że zaczęły sie u nas pojawiać inne ptaki niż gawrony i mewy, mam nadzieję, że będzie ich więcej. Powiesimy im słoninkę <mrgreen>
Dzisiaj miałam pierwszą możliwość przetestowania możliwości nowego aparatu, ma dużo jaśniejszy i większy wizjer, dzięki czemu moje stare enerdowskie obiektywy w moich starych peerelowskich rękach są dużo bardziej celne.
To miala byc super fota, ale Igor wszedł w kadr doopką, co wywołało na pysku Ozza niesmak...
Potem za bardzo nie chciał już pozować...
Igor mógłby stać przed obiektywem godzinami, ale za niesubordynację ma tylko jedno zdjęcie, na którym jak zwykle wygląda dojrzale i niezwykle poważnie. Wszyscy wiemy, że to nieprawda, nie?
Jutro spróbuję nakręcić filma...