No to wróciłam! A co, trochę mnie nie było. Ale za to tam gdzie byłam...marzenia, raj i siódme niebo. Nie ukrywam, że moje myśli były dręczone przez wyrzuty sumienia spowodowane zostawiniem Lolak na tak długo. Pod opieką dziadków co prawda (lekko się skubaniec zaokrąglił pod naszą nieobecność), ale serce bolało. Jak było na wyjeździe to osobna opowieść. Obawiałam się powrotu i to, jak zareaguje Lolek. Jak weszliśmy przybiegł szybko do przedpokoju, spojrzał i zaczął krzyczeć: Jak mogliśle! Tak długo! Wyprowadzam się! Już mnie nie kochacie! Nie zostawajcie mnie więcej!
Jego taniec radości zaskoczył wszystkich. Wzięłam na ręce grubasa, a ten przytulił się i żalił. Od rana nie odstępuje mnie na krok.
Tak po cichu to dokarmiałam włoskie koty, z którymi bardzo się zaprzyjaźniłam. Ale Lolkowi tego nie powiem.