Pamiętacie kocicę o której wam opowiadałam, mama Lolka, Bolka i trojaczków? Około maja okociła się gdzieś w krzakach i znowu zniknęła. Wraca dokładnie raz na rok! Totalnie dzika.
Razem z sąsiadką polujemy na nią, gdy się pojawia, ale nie ma na nią rady.
No i od kilku dni widzę coraz bliżej i bliżej jednego burego kawalera, Ziutek mały, który z zazdrością patrzy na Lolka i trojaczki wylegujące się na trawce, chrupiące chrupki i miziane. Rozmawiałam z nim i pytałam czego tu szuka, a on tylko zerka na mnie. I wszystko fajnie, kocio jest maleńki, mogłabym mu szybko znaleźć dom, ale jest totalnie dziki. Same wiecie ile czasu zajmuje mi oswojenie takiego kota!! I gdy już mógłby się nadawać do adopcji, to słyszę, że nikt rocznego kota nie chce. Zresztą znacie moje smutne historie dotyczące nowych, potencjalnych właścicieli.
Zresztą, pomimo moich wielkich starań, zarówno Lolesław jak i trojaczki są pół oswojone. Tylko ja mogę podejść, miziać, miąchać... inaczej jest nieciekawie
Chyba, że napiszę szczere ogłoszenie, że jest do adopcji kotek pół dziki?
Nasze Rude szkraby, to już pełzacze. Ruda zjada około 2 kilogramy suchej co dwa tygodnie (to chyba dobrze). Moim zdaniem wygląda duuuużo lepiej. Zacznę się rozglądać za domem, choć jeszcze dużo czasu, ale chciałabym aby zostały razem...
Jeszcze chwila i Ruda ciężarówka dostanie środek antykoncepcyjny... ale to w swoim czasie
