Dziś kilka słów o Rayi. Moja najokropniejsza kotka. Brzydal i do tego apodyktyczny charakter. Wszystko zagarniałaby dla siebie. Że zbliża się ruja, to wiem od razu po obsikanym legowisku (no dobrze, nie narzekam, legowisko najfajniejsza rzecz do obsikiwania, wypierze się, i z głowy <lol> ) Żeby więc nie prać legowisk na okrągło, Raya dostaje Proverę dwa razy w tygodniu. Poza tym ma zawsze napad energii akurat wtedy, jak ja się kładę spać, czyli ok. 1. Wtedy muszę ją bawić, bo inaczej nie da żyć i spać innym, mam na myśli koty, nie siebie <diabeł> Przezywamy ją najgorszymi przezwiskami, tak na co dzień. Poza tym jest oczywiście cudowna, u lekarza chowa jedynie łebek pod moją pacha, i czeka, kiedy tę krew ściągną, przytula się i mruczy, i doskonale wie, jak przykryć wszystkie swoje okropne cechy. Ale dziś pean na jej cześć: dzięki niej mam już całe stado na PoN <mrgreen> Ponieważ zaczęła pół roku temu podjadać Growth maluchom (a przez trzy lata nie ruszała suchego w żadnej postaci), postanowiłam wymienić Meadowland na Fees Favorite, bo też na kurczaku. Raya zaakceptowała, więc Meadowland został zarzucony, a na jego miejsce weszło Fees. Okazało się, że taka wersja jest do przyjęcia przez wszystkich, więc wrzuciłam na głęboką wodę i maluchy, i po raz pierwszy mam sytuację, że wszystkie kociaki wychodzą z domu jedynie na PoN. To znaczy daję małą paczuszkę Growth na zachętę do wymieszania na wypadek fochów, bo w nowym domu zawsze może być początkowo na bakier z jedzeniem, ale u mnie wszyscy jedzą, i jest git! Pożegnałam się więc z Farn Mixem, i wszyscy są na Fees Favorite.
Nie mam nowego zdjęcia Rayi, wstawiam więc takie sprzed dwóch lat, które wtedy uznałam za nieudane, ale teraz, jak nie mam nic innego, to wyciągam z lamusa. Raya wygląda tak samo <lol>
