Strona 289 z 340

Re: Lucek, Leoś i Jadwinia

: 16 lut 2015, 22:17
autor: Kasik
Wzruszajaca historia Haniu <serce>
Cudna Jadwinia, cudna zaklinaczka kotów Malenka, cudni Wy :kwiatek: :kwiatek: :kwiatek:
Ten czarny okruszek tez cudny i jakze sie ciesze, ze bedzie mial wspaniały dom :kotek:
Dziekuje od siebie, ze mu pomoglas. Wiem, ze nie zawsze da sie przekalkulowac, ze wiekszosc boi sie wyboru,
zagrozone zdrowie naszych kotów, czy zycie innego kota. Mysle, ze pomagajac mu stanelas po dobrej stronie :kiss: <pokłon> <pokłon>

Re: Lucek, Leoś i Jadwinia

: 16 lut 2015, 22:32
autor: jasminka
Haniu wiem że to była trudna decyzja i trzymam bardzo mocne kciuki żeby nic się do was nie przyplątało ale od pcheł i robaków zrób profilaktykę :-) <ok>

Re: Lucek, Leoś i Jadwinia

: 16 lut 2015, 22:34
autor: Mago
Kasik pisze:(...)Wiem, ze nie zawsze da sie przekalkulowac, ze wiekszosc boi sie wyboru,
zagrozone zdrowie naszych kotów, czy zycie innego kota. Mysle, ze pomagajac mu stanelas po dobrej stronie :kiss: <pokłon> <pokłon>
Tu również chodzi o życie kotów które już w domu są. Białaczka jest chorobą śmiertelną. Nie neguję pomocy która została udzielona. Wystarczyło np. kotka odseparować w innym pokoju. Prawdopodobieństwo zarażenia czymś paskudnym jest zapewne małe, ale nie wykluczone, a stres który teraz przechodzą rezydenci nie mały.

Nie piszę o tym by sprawić przykrość Hann, ale chciałam by wybrzmiała i druga strona medalu takich akcji, bo forum czytają nie tylko stali bywalcy, ale i inni, szukający wiedzy. Każdy sobie z tej sytuacji wyciągnie własne wnioski i tylko o to mi chodziło.

Re: Lucek, Leoś i Jadwinia

: 16 lut 2015, 22:39
autor: maga
Też pomyślałam w pierwszej chwili, ale dlaczego wpuścić do własnych zwierzów ...odseparować TAK.
Pomijając ciężki kaliber chorób, wystarczy świerzb, grzybica, pierwotniak czy pchły ...

Popieram ratowanie, bardzo się cieszę się że kociak będzie mieć dom.

Re: Lucek, Leoś i Jadwinia

: 16 lut 2015, 23:29
autor: Kasik
Mago pisze: Tu również chodzi o życie kotów które już w domu są. Białaczka jest chorobą śmiertelną. Nie neguję pomocy która została udzielona. Wystarczyło np. kotka odseparować w innym pokoju. Prawdopodobieństwo zarażenia czymś paskudnym jest zapewne małe, ale nie wykluczone, a stres który teraz przechodzą rezydenci nie mały.
Ja nie oceniam sposobu niesionej pomocy, to co napisałaś Mago jest bardzo ważne, ale ja podziwiam Hanie, że nie przeszła kolo kociej biedy obojętnie. Nie oszukujmy się, wiele osób udaje, że takich kotków nie widzi. Tak jest wygodniej. I to jest naprawdę smutne.

Re: Lucek, Leoś i Jadwinia

: 16 lut 2015, 23:44
autor: Mago
Kasik pisze:(...)Nie oszukujmy się, wiele osób udaje, że takich kotków nie widzi. Tak jest wygodniej. I to jest naprawdę smutne.
Temat rzeka. Nie będę w wątku Hann rozwijać tematu, bo końca by nie miał.

Re: Lucek, Leoś i Jadwinia

: 17 lut 2015, 09:50
autor: Dominikana
Haniu masz cudowne koty <zakochana> ... niesamowita historia ... i jak się ją czyta to człowiekowi robi się jakoś lepiej :-) Mam nadzieję, że 13 piątkowa czarna znajda przyniesie dużo szczęścia Malence :-)

Re: Lucek, Leoś i Jadwinia

: 17 lut 2015, 19:45
autor: Aleex
Haniu - piękna historia <zakochana> <zakochana> <zakochana>

Najlepsze życzenia dla Twoich pięknych kociaków z okazji Dnia Kota :kotek: :kotek: :kotek:
:tort: :kwiatek:

Aga.

Re: Lucek, Leoś i Jadwinia

: 19 lut 2015, 14:20
autor: Hann
Dzięki Dziewczyny! I za wsparcie i za głosy rozsądku :kwiatek:

Mały jest już w nowym domu, przyzwyczaja się do nowego miejsca, nowych ludzi i... do braku innych kotów :-) Moja trójka była dla niego przez te kilka dni u nas, niekończącym się źródełkiem szczęścia ;-)) Bardzo żywiołowe kociątko nigdy nie miało dość ani zabawy w berka, ani w "zapoluję na Twój ogon", ani skakania nad leżącym kotem ;-)) Moje koty znosiły to dzielnie, o dziwo zaakceptowały małego bardzo szybko. Może jakimś szóstym zmysłem wiedziały, że on jest tylko na chwilę? Nie wiem... Najbardziej zaskoczyła mnie nie odwaga Jadwini, bo od razu wiedziałam który z moich kotów będzie małą znajdą najbardziej zainteresowany <mrgreen> ani nie ostrożne reakcje Leosia, bo Leosiek do odważnych ani groźnych zupełnie nie należy <mrgreen> ale reakcja Lucka, po którym spodziewałam się warczenia i łapoczynów, a do niczego takiego nie doszło. Mały wszedł do nas, obejrzał cały dom, jak tylko jakiś kot pojawiał się na horyzoncie, wydawał z siebie przeraźliwe dźwięki, czym najwyraźniej Luckowi zaimponował. Okazało się że ktoś potrafi warczeć głośniej od niego ;-)) A mały właśnie Luckiem zainteresował się najbardziej. Już po 1 dniu łaził za nim, zaczepiał go i tylko na Lucka ogon chciał polować i tylko koło Lucka chciał się położyć :-) Może wyczuł pewne pokrewieństwo kolorystyczne ;-)) a może zaimponował mu kot największy i najbardziej zdecydowany. W każdym razie przez parę dni wyglądali jak szef mafii i nadgorliwy młody mafioso <lol>

Trochę brakuje mi teraz przelatującej pod nogami rozpędzonej kulki czarnego futerka... Tym bardziej, że ta mała kulka okazała się skrywać w sobie podobne do Leośkowego serce i przytulała się do mnie całą sobą <zakochana> Martwię się, że trochę za długo był u nas, że trochę za bardzo się przywiązał, że może powinniśmy byli mniej uczuć mu okazywać i że teraz może być mu trudno się odnaleść w nowym domu... Ale na razie wiadomości są całkiem dobre. Je (temu się akurat nie dziwię, bo on ciągle je <lol> ), korzysta z kuwety i spał z Malenką <zakochana> Trochę na razie unika "dużych", ale może po prostu potrzebuje czasu.

Acha. Nazywa się Furia :-) Na cześć Czarnej Furii vel Szczerbatka, który też jest czarny, też ma zielone oczy i jest bohaterem ulubionego filmu dziewczynek, "Jak wytresować smoka" :-)

Re: Lucek, Leoś i Jadwinia

: 19 lut 2015, 14:36
autor: elwiska3
<ok> <ok> <ok> Niech się tej małej czarnej pchełce dobrze mieszka u Malenki :kotek: