Meg wróciła do domu dziś rano, po nocy spędzonej w domu pana weterynarza. Na dzień dobry dostałam od niej z "liścia", za to że chciałam wysłać ją na tamten świat. Co niewątpliwie oznacza, że czuje się już bardzo dobrze! Bardzo Wam dziękuję <serce> za kciuki i wszystko!
Pierwsze kroki w mieszkaniu skierowała zaraz do miski z jedzeniem, zjadła całą miseczkę chrupek, mokre spróbowała, wody wypiła litr, była w kuwecie oddać litr, który wypiła i szuka sobie miejsca do spania, bo żadne "na parterze" jej nie odpowiada. A myślałam, że zrobiłam wystarczającą ilość legowisk z pudełek i kartonów wymoszczonych kocykami! <shock> Muszę zgłosić się do Reni!
Jak to dobrze, że mamy to za sobą, żeby teraz tylko dobrze się goiło.
Niestety mam problem, ponieważ mam kołnierz, w którym Meg nie może spać i kubraczek, w którym dla odmiany się nie załatwia. Zastanawiam się, którą opcję wybrać, bo niestety drapie się i liże.
Kanaliki łzowe nie zostały udrożnione, ponieważ okazało się że Meg nie ma punktów łzowych, ma natomiast herpers wirusa w oku. To tzw. "pikuś" przy jej dolegliwościach, więc na ten moment się tym nie martwię, ponieważ bardzo się cieszę, że jest już w domu. :-)