Pozwolimy sobie zagaić, bo jak nie patrzeć mamy największe doświadczenie z ranami pooperacyjnymi i operacjami ogólnie ze wszystkich użytkowników tego forum.
Kołnierzy żadnej maści nie radzimy, bo zwykle dają odwrotny do założonego rezultat. Praktycznie żaden kot ich nie toleruje. Ubrany weń najczęściej zaczyna szaleć. Leny np. w kołnierzu baaardzo wysoko zagorączkował.
Nici samowchłanialne (najczęściej używany jest taki niebieski, pleciony Dexon o czasie wchłaniania 60-90 dni), którymi szyje się "wszystko co pod skórą" zawsze dają odczyn (!!!) w postaci obrzęku, a jego wydatność jest cechą osobniczą. Jest to całkowicie normalna rzecz tak dla zwierząt jak i dla ludzi. Tak jak napisała Mago, jeśli rana jest czysta, nie ma wycieków, a jej brzegi dosyć ściśle do siebie przylegają nie ma się czym przejmować.
W takich przypadkach się nie interweniuje, zresztą reoperacja w takim przypadku byłaby kiepskim rozwiązaniem w 99% zakończonym zainfekowaniem (oby tylko) rany pooperacyjnej, bo nie da się w takim przypadku utrzymać czystości pola operacyjnego.
Nie dziw się, że kot odczuwa ból. Kastracja kotki to olbrzymi zabieg chirurgiczny, w trakcie którego operator narusza bardzo wiele struktur anatomicznych czego konsekwencją jest ból...
Kot w kubraku, czy jakimkolwiek innym kombinezonie raczej kiepsko się porusza, ale nie martw się - zacznie... Będzie to komiczny obraz - my na koty w skarpetach przez ich "mechaniczny chód" nazywamy ROBOKOTY

i zawsze mamy z tego olbrzymią uciechę...
Mimo wszystko jeśli to wszystko Cię niepokoi pokaż się weterynarzowi...
...dla świętego spokoju.