Jesiennie, kolorowo, optymistycznie
Jesień wcale nie musi być smutna. Zapraszamy na małą przechadzkę po naszym ogrodzie o tej kolorowej porze roku.
Dzisiaj w odmiennej odsłonie – bez kocich przygód, aczkolwiek z ich udziałem w tle.
Barwnie jest u nas. I nawet jeszcze całkiem kwieciście. Nie tylko przebarwiające się liście malują pejzaże.
Jak co roku o tej porze zakwitł zimowit jesienny. Roślina wyjątkowo piękna, ale niestety w całości silnie trująca. Na szczęście, nieco cuchnie (z bliska), co skutecznie zniechęca koty do jej poznawania. Zresztą koty w ogóle nienawidzą zapachu wszelkich cebulowych.
Wyjątkowo wysoka w tym roku urosła nam świecznica purpurowa. Pachnie silnie owocowo i niesamowicie słodko, przez co jest dosłownie oblegana przez motyle i trzmiele.
Wnosi do ogrodu taki element zwiewności. A jak pięknie jej kłosy falują na wietrze!
Kosmosy uchodzą za takie wiejskie i pospolite kwiaty. Ale ja je uwielbiam od dzieciństwa.
Te tutaj zasiały się same. Teraz, wspólnie z „kłaniającym się” świerkiem, jakby zapraszająco otwierają bramę dla wszystkich podróżujących strumieniem do stawu.
Oczywiście, podróżni muszą posiadać stosowne wizy, co jest często z ukrycia kontrolowane…
… i w razie czego nie ma zmiłuj. Kierownik zawsze pojawia się nagle i niespodziewanie. Jakby spod ziemi.
Ewentualni przemytnicy nadal są ścigani z dużą dozą zapiekłości…
… a schwytani muszą obowiązkowo wysłuchać dobitnie wyartykułowanych pouczeń.
W trudniejszych przypadkach wspólna narada lub wsparcie siłowe bywają nieodzowne.
„Troskliwe” wizyty pod siedzibą Kumatej, to już istny rytuał. „Hej, Pryszczata! Czy już śpisz?”
Czekamy też i na zimowych gości.
Czym chata bogata. Zapraszamy!
