


Kilka nowych zdjęć Queenie specjalnie na forum :-)
Dziękujemy bardzo za wszystkie tak miłe słowa skierowane w kierunku naszej kici. Jest nam bardzo miło :-)
Koteczka chowa nam się wspaniale, z każdym dniem poznajemy się i zbliżamy do siebie coraz lepiej. To już prawie pół roku od kiedy przywieźliśmy kicię do naszego domu.
My także witamy, jeśli chodzi o historię Queenie to jej adopcja była dla nas ogromną niespodzianką. Wszystko zadecydowało się dosłownie w przeciągu kilku dni.My się jeszcze nie witaliśmy, a więc cześć i czołem dorodna pannico, jesteś piękna![]()
![]()
A jak to się stało, że trafiła do was roczna kotka, opowiedzcie więcej o historii Quennie
O kocie brytyjskim z mężem rozmawialiśmy już od dawien dawna. Jednak wszystko to były nasze marzenia, nie do końca wierzyliśmy w ich zrealizowanie. Napawaliśmy się pięknymi zdjęciami w internecie i zastanawialiśmy czy kiedyś uda nam się zakupić takiego brytana. Bo troszkę przerażały nas nie powiem koszty. Zawsze sądziliśmy, że jeszcze przyjdzie odpowiedniejszy czas. Chociaż już i tak przesiadywałam tu na forum, szukałam informacji, hodowli, uczyłam się o wychowaniu i pielęgnacji kotów. I miałam nadzieję, że może już niedługo zarezerwujemy jakiegoś kociaka. Aż pewnego dnia do teściów przyjechała znajoma, wówczas i my byliśmy obecni i tak od słowa do słowa wyszło, że powiedzieliśmy, że pragniemy kota. Znajoma ta powiedziała, że jej córka posiada hodowlę kotów rosyjskich i abisyńskich i że ma jakiegoś chyba do oddania. Uznaliśmy, że jeśli jest taka możliwość to skorzystamy nawet jeśli miałby to być kotek rosyjski, a nie jak zawsze chcieliśmy brytyjskiego. Po pewnym czasie dostaliśmy telefon, że jeśli jesteśmy zdecydowani to kot jest gotowy do wzięcia. Okazało się jednak, że do adopcji nie jest kot rosyjski, a nasze marzenie brytyjski! I to nie ta córka chce oddać, a jakaś jej koleżanka. Dla nas to obojętne cali w skowronkach skontaktowaliśmy się z właścicielką Queenie i zaczęliśmy rozmawiać na temat adopcji. Dowiedzieliśmy się, że kicia jest drobniutka i zrozumieliśmy, że coś z nią nie tak i nie wygląda na pełnowymiarowego kota brytyjskiego, ale, że jest śliczna tylko nie nadaje się na wystawy. To dla nas ważne nie było, zdecydowaliśmy się, nawet nie widzieliśmy jej zdjęcia. Wszystko było dla nas troszkę niewiadomą. Już po kilku dniach kicia przeszła zabieg sterylizacji i gdy wydobrzała mogliśmy ją odebrać. Pojechać po nią musieliśmy do Warszawy. Mieszkała wówczas w jednej z hodowli. Jak się okazało nie urodziła w niej, a została zakupiona z hodowli z Rosji. Także nasza kicia troszkę świata przebyła zanim trafiła do nas. W hodowli w Warszawie była kilka miesięcy. Powiem szczerze, że nie znamy do końca powodów dla, których kicia została skierowana do adopcji. Może jedynym powodem było właśnie to, że nie można jej było wystawiać, ani tym samym nie nadawała się do rozrodu przyszłych kotków, a w tym celu została zakupiona. W sumie ja nastawiłam się, że zobaczę rzeczywiście jakiegoś malutkiego kotka, nie do końca takiego misiowatego jak brytki. Ale byłam zdecydowana ją brać jaka by nie była. Jednak zaskoczenie było ogromne gdy właścicielka wskazała nam spośród wielu kotów które biegały po domu jedną perełkę na parapecie. A była to Queenie. Zakochałam się od pierwszego wejrzenia. I dla mnie to ona niczym nie odbiegała od pozostałych kotów. Była piękna, dla mnie najpiękniejsza. I wcale nie taka mała i drobna jak usłyszeliśmy przez tel. Spisaliśmy umowę, dostaliśmy dokumenty i zabraliśmy kicię do siebie. Tak to właśnie było. Wszystko rozegrało się w ciągu dwóch tygodni. To, że mamy teraz już 1,5 roczną kotkę, a nie kilkumiesięcznego kociaka w ogóle nam nie robi różnicy i bardzo się cieszymy, że zdarzenia potoczyły się tak, że to właśnie my zaopiekowaliśmy się kicią. I że ta znajoma pomyślała o tym by nas polecić i ktoś zdecydował się nam powierzyć taki skarb. :-) To tyle. Przepraszam za długość, ale krócej nie umiałam.
<ok>



