Doczekałam, doczekałam <mrgreen> .
Nie wyobrażam sobie już dnia bez tego mojego liliowego szkraba :-) .
Harita jest z nami prawie tydzień. Wbrew zapewnieniom okazuje się być strasznym niegrzeczniuchem <lol> , ale za to w bardzo pozytywnym sensie. Daje nam masę radości. Jest strasznie towarzyska, chwilami aż natarczywa, ale nie da się na nią złościć. Wczoraj korzystając z okazji, że mała spała słodko w swoim drapaku chciałam trochę popracować. Ledwo usiadłam przy biurku i już słyszę "mrrau" pod nogami. No i jak tu jej na kolana nie wpuścić <roll> . Słodki rozkoszniak zaraz po wdrapaniu się na biurko pokazał rogi. Co chwila z mebla coś leciało... A to długopis, a to ołówki, a to papiery... Mówię koniec idź sobie. Stawiam na ziemi a ona znów to swoje "mrrau"... i zabawa się powtarza <lol> .
Najśmieszniej jest wieczorem jak dostaje, jak to się u nas mówi "gedzla" i biega po całym domu taka nastroszona ze sztywnym ogonem i wydaje bojowe okrzyki. Niestety nie aportuje :-) , ale może to przez piłeczkę, bo w środku jej piłeczki jest dzwonek a za dzwonkami dziewczynka nie przepada. Trzeba będzie sprawić jakąś inną i może wtedy się uda.
Załączam zdjęcie na drapaczku. Mała dzielnie asystowała przy składaniu, póki kawałek taśmy nie przykleił się do jej puchatej doopki. Tego nie zniosła i zabumkrowała się za lodówką. Taśma na szczęście za bardzo się już nie kleiła i wszystkie kłaczki zostały po jej zdjęciu na swoim miejscu <lol> .
