No to prawie 4 dzień za nami. Ciężko powiedzieć, czy jest lepiej, czy też nic się nie zmieniło. Duża wciąż obrażona. Boczy się. Jest nieswoja. Pociesza mnie jedynie fakt, że je. Już się zaczynałam o to martwić, ale dziś rano, jak zeszłam obejrzeć jej miski, to wszystko było wyczyszczone, czyli po dwóch dniach postu w końcu zgłodniała. Dziś też cały czas chodzi regularnie podjadać. Trochę się zmartwiłam, bo mała dorwała się do jej misek (wiadomo, co nie twoje zawsze na pewno jest lepsze) i bałam się, że przez to nie będzie już chciała ich tknąć, ale nie. Nawet zawędrowała w pewnym momencie do mojego pokoju (schowałam już stresujący transporterek), gdzie tymczasowo stoją miski małej i coś jej tam skubnęła. Dokładnie obwąchała też szczurka Oro i spanko przywiezione z hodowli. To chyba dobrze.
Poza tym dalej się dąsa. Już nawet mała trochę się zniechęciła tym ciągłym syczeniem, choć był moment, że biegała z nosem w ogonie dużej, a duża zwiewała ile sił <lol> No i duża już nie obserwuje "intruza" z wysokości i nie przemyka kątami. Normalnie przechodzi statecznym krokiem przez środek salonu i nawet zatrzymuje się, by poprawić futerko. Za to Oro zniechęcona już za nią nie biega.
Choć minęły już 4 dni, duża wciąż syczy i na małą i na nas. Jak się do niej zagada, to miauczy żałośnie, żali się, ale jak zaczynamy ją głaskać, to warczy i syczy

A o braniu na ręce to lepiej zapomnieć. Od razu zaczyna się straszny lament. Mam wrażenie, że ona się tej małej najzwyczajniej w świecie boi.
Może mi się wydaje, ale myślę, że są momenty, kiedy to syczenie jest jakby mniejsze. Raz mała wspięła się przednimi łapkami na jej ulubiony fotel, na którym duża właśnie leżała i o dziwo nie została tak od razu osyczana. Dopiero po chwili, gdy duża uznała, że za długo te łapki trzyma w pobliżu. Potem była sytuacja, gdy mała leżała ze mną na kocu na kanapie. Akurat wyszło słońce i padało centralnie na koc. Duża to zobaczyła ze swojego fotela i szybciutko podbiegła. Ku mojemu zdziwieniu wskoczyła do nas na kanapę (nie wiem, może nie zauważyła, że Oro tam leży). Zobaczyła Oro, zamarła, chwilę poniuchała i wróciła na fotel. Trochę mi się przykro zrobiło, ale plusem jest to, że nie syczała. Dokładnie też obwąchała drapak, gdzie Oro chętnie się bawi. Wcześniej nigdy jej nie interesował i zawsze stał nieużywany.
Poza tym dziś mnie totalnie zaskoczyła. Normalnie ona zupełnie nie interesuje się zabawkami. Nie pociąga jej ani piłka na sznurku, anie piórka na patyku. Jedyne czym się bawi, to małe myszki, które łatwo przenosić w pyszczku, no i uwielbia, gdy ktoś ją gania, choć odkąd pojawiła się mała nawet to jej nie interesuje. W każdym razie dzisiaj znalazłam wskaźnik i chcąc pobawić się z małą zaczęłam nim świecić po podłodze, jednak mała nie okazała zainteresowania, za to ku mojemu zaskoczeniu to duża zaczęła szaleć, jak mały kociak. Biegała, podskakiwała, przebierała łapkami. Nigdy jej takiej nie widziałam. Umieściłam też na ziemi małe smakołyki i najeżdżałam na nie wskaźnikiem, żeby miała co upolować. Po jakimś czasie, gdy już wszystko zostało upolowane i zjedzone, duża zadowolona poszła na swój fotel, umyła się dokładnie i zapadła w drzemkę <mrgreen>
To chyba dobry znak, że tak się bawiła pod nosem Oro, prawda?
Teraz wzięłam się za akcję przenoszenia zapachu. Latam od fotela, gdzie śpi duża do kanapy, gdzie śpi mała i je dokładnie wygłaskuję i tak w kółko. Duża już nawet nie syczy na mnie i pozwala dotykać swoich policzków. Biernie poddaje się głaskaniu i tylko końcówka ogona jej chodzi. Gdzie koty wydzielają najwięcej zapachu. Na pewno na policzkach, ale gdzieś jeszcze?
Oro za to nie ma nic przeciwko temu intensywnemu głaskaniu :-> Pocieszające jest to, że nie muszę już myć rąk za każdym razem, gdy chcę dotknąć dużej, bo jeszcze rano zaczynała syczeć na mnie, gdy tylko wyczuła zapach małej.
Jeśli chodzi o Orcio, to co tu dużo mówić. Mała jest kochana. Dziś w nocy nawet pozwoliła mi pospać, choć nad ranem miałam ją już na twarzy. Ona nie śpi w nogach jak Pusia, ale układa się jak najbliżej mojej buzi. Najbardziej lubi wtulać się w moją szyję, albo w zgięte ramię i tak długo mnie szturcha, aż ułożę się tak, jak ona chce. Dziś cały dzień spędziłyśmy w salonie z dużą, więc nie zaznała zbyt wiele snu, co napawa mnie nadzieją, że się w nocy wyśpię. Niestety jutro już idę do pracy i z żalem myślę, że będę musiała ją zostawić na tyle godzin.
Mała już praktycznie nie pomiaukuje tęsknie. Czasami, gdy znikam jej z oczy zaczyna lamentować, ale coraz rzadziej. Myślę, że coraz bardziej czuje się tu u siebie. Jest strasznie słodka i przymilna. Ciekawe, czy jej to zostanie, czy też zmieni się, jak podrośnie. Włącza traktorek, gdy tylko jej dotknę, ale również mnie podgryza i łapie pazurkami. Całą rękę mam podrapaną od tej jej "zabawy". Szuka też mojego towarzystwa, co mnie bardzo cieszy. Jak się zmęczy, to zaraz przychodzi uciąć sobie na mnie drzemkę. Duża przywędrowała do mnie już jako trzyletnia kotka i nie wiem, czy to normalne u kociaków, że tak szukają towarzystwa człowieka?
Poza tym strasznie nie lubi czyszczenia śpioszków i zaraz ucieka, gdy próbuję to zrobić. Cieszę się bardzo, że chętnie korzysta z drapaka. Ma maleńkie pazurki i zastanawiam się, czy będę potrafiła sama je obciąć, gdy urosną. Boję się, że zrobię jej krzywdę, choć to akurat nie jest zmartwienie na teraz.
Teraz trochę zdjęć z wczoraj. Jako, że jutro idę już do pracy ciężej będzie cokolwiek pstryknąć w tygodniu
Drzemka ze szczurkiem:
Orodruina with her rat by
Marutina, on Flickr
W zielonej gęstwinie:
Orodruina in the bush by
Marutina, on Flickr
Wczoraj nas szalenie rozbawiła, gdy w pogoni za dużą próbowała dostać się na regał wspinając po konarze juki. Drzewko chyba puściło trochę soku, bo cała była ubrudzona czymś lepkim. Niestety wycieranie na mokro niezbyt jej się podobało <lol>
W końcu udało jej się dostać na najwyższy regał - mina zdobywcy:
Orodruina by
Marutina, on Flickr
Kryjówka (odkurzacz to straszna machina):
a good place for hide by
Marutina, on Flickr
Pod poduszkami najbezpieczniej:
taking a nap by
Marutina, on Flickr
Przytulne gniazdko:
pillow house by
Marutina, on Flickr