: 05 kwie 2012, 19:59
Oj jaka bidulka. Ale nawet całkiem ładnie jej w kubraczku. Megusiu kocinko słodka, jeszcze tylko troszkę... i będzie po staremu 
Forum o kotach, nie tylko brytyjskich, ich ludziach, i innych interesujących sprawach.
https://stareforum.pl/
<serce> A co słychać u Tośka mojego brytyjczyka bengalskiego? Ostatnio z wiadomych względów opuściłam się w czytaniu, ale zaraz zaparzę sobie herbaty i nadrobię! Jak ja się cieszę, że mam tę sterylizację za sobą! To był koszmar! Pewnie z drugim kotem będzie lepiej, ale narazie jestem na etapie, postanowienia, że następny kot będzie wykastrowany lub wysterylizowany wcześniej i przez kogoś innego. Trochę mi się to kłóci z przekonaniem, że wczesna kastracja jest szkodliwa, ale trudno. Można w sumie dokocić się także kotem starszym, nie musi być przecież od razu maluch. Ja się jednak do tego zabiegu po prostu psychicznie nie nadajękotku pisze:Oj jaka bidulka. Ale nawet całkiem ładnie jej w kubraczku. Megusiu kocinko słodka, jeszcze tylko troszkę... i będzie po staremu
Przykro mi, ze pani doktor takie bzdury opowiada. Kotka walczy o swoją wolność w jej mniemaniu, to wszystko. Nie wiem naprawdę, co powiedzieć, bo ostatnio coraz częściej mam na forum wrażenie, że i tak nie ma komu słuchać, i czuję się trochę bezsilna. Powtarzamy tyle razy, żeby kubraka nie ściągać. Kotka się naje i w nim, naprawdę żadna krzywda jej się nie dzieje. Podobnie się załatwi, najwyżej trochę pobrudzi kubrak - ale nie powinna, wycięcie z tyłu jest zawsze wystarczające, chyba, że weterynarz dała po prostu za duży kubrak. Zdejmowanie i zakładanie na przemian będzie tylko potęgowało złe zachowania, a w konfrontacji z człowiekiem, gdy do głosu dochodzą zachowania typu syczenie, drapanie i gryzienie, kot zawsze wyjdzie zwycięsko, zwłaszcza z osobą mało doświadczoną. Każde takie zakończenie bardzo szybko uczy kota, że jego zachowanie się opłaca.kosanna pisze:Pani weterynarz powiedziała także, że jestem bardzo nisko w kociej hierarchii skoro własny kot na mnie syczy.
Dzięki Dorszko za odpowiedź. Żałuję że nie słuchałam mądrzejszych od siebie przed szkodą. Moja pani hodowca od której kupiłam kota także mówiła mi, żebym wywaliła za luźny kubrak w kokardki na śmietnik, a na całość założyła getrę z rajstopy wtedy jest ciasno i kot się z niej nie wydostanie. Natomiast wterynaryjny kubrak wiązany w kokardki na górze tylką ją drażni. To było po tym jak zadzwoniłam do niej z rozpaczy, żeby powiedzieć że mimo zalecenia weterynarza, aby zdejmować kubrak nie będę tego robić. Teraz też właśnie obudziłam się i zawiązuję kokardki z powrotem ku wielkiemu niezadowoleniu Meg, bo gmeram przy jej kubraku. Jednak nie mam jeszcze "śmiałości", albo odwagi cywilnej żeby probówać nałożyć jej getrę na cały tułów. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że jako osoba niedoświadczona niejako z automatu uznaję autorytet weterynarza. Wydaje mi się, że skoro tacy ludzie zajmują się takimi sprawami i mają w tej dziedzinie ukończone studia i doświadczenie to pewnie się na tym znają. Smutno mi było z powodu zastrzyku w kark, bo po tym doświadczeniu wywnioskowałam, że często weterynarzom brakuje takiej ludzkiej empatii. Skoro ja totalny laik jeszcze przed świadomością, że zrobila się tam martwica, poprosilam aby kolejny zastrzyk dostała w łapkę, bo językiem będzie mogła sobie to miejsce rozmasować i złagodzić ból, a lekarze na to nie wpadli. Trochę to jest dziwne. Pocieszam się, że cierpienie Meg posłuży innym kotom, bo teraz pani i pan weterynarz zgodzili się ze mną i zarzekali się, że nie będą dawać innym kotom zastrzyków w kark. Teraz zresztą nie pozwoliłabym zrobić zastrzyku w kark najlepszemu wterynarzowi pod słońcem bo uczę się na błędach, tak samo nie ściągałabym i nie zakładała ubranka. Ale zrozum Dorszko przeciętnego człowieka który ma kota i to jest jego pierwszy kot w życiu i na odchodnym dostaje informacje, że kot się nie załatwi w ubranku! A jego kot właśnie się nie załatwiał od dłuższego czasu, to co robi taki człowiek ufa lekarzowi i w trosce o kota mu to ubranko zdejmuje. Gdyby Meg mnie tak nie sprała, to też pewnie bym to zrobiła, ale w obawie przed "laniem" postanowiłam się zbuntować. I w przypływie rozpaczy zadzwoniłam do pani hodowcy, ktora mnie w tym buncie utwierdziła. Ci weterynarze też pewnie nie chcieli źle, nie sądze żeby mieli złe intencje.Dorszka pisze:Przykro mi, ze pani doktor takie bzdury opowiada. Kotka walczy o swoją wolność w jej mniemaniu, to wszystko. Nie wiem naprawdę, co powiedzieć, bo ostatnio coraz częściej mam na forum wrażenie, że i tak nie ma komu słuchać, i czuję się trochę bezsilna. Powtarzamy tyle razy, żeby kubraka nie ściągać. Kotka się naje i w nim, naprawdę żadna krzywda jej się nie dzieje. Podobnie się załatwi, najwyżej trochę pobrudzi kubrak - ale nie powinna, wycięcie z tyłu jest zawsze wystarczające, chyba, że weterynarz dała po prostu za duży kubrak. Zdejmowanie i zakładanie na przemian będzie tylko potęgowało złe zachowania, a w konfrontacji z człowiekiem, gdy do głosu dochodzą zachowania typu syczenie, drapanie i gryzienie, kot zawsze wyjdzie zwycięsko, zwłaszcza z osobą mało doświadczoną. Każde takie zakończenie bardzo szybko uczy kota, że jego zachowanie się opłaca.kosanna pisze:Pani weterynarz powiedziała także, że jestem bardzo nisko w kociej hierarchii skoro własny kot na mnie syczy.
Proszę nie ściągać kubraka. Jeśli jest za duży, proszę poprosić lekarza o wymianę - jeśli jest dobry, z tyłu jest wycięcie, i kot się bez problemu załatwi w kubraku. Wejdzie do kuwety, a nawet wskoczy wszędzie tam, gdzie mu się spodoba. Kubrak w żaden sposób nie krzywdzi Meg. Naprawdę wszystko już wielokrotnie na temat kubraków zostało napisane - jeśli kubrak ma być na kocie, to ma być cały czas. Ma być dobrego rozmiaru - wówczas nie przeszkadza kotu w załatwianiu potrzeb fizjologicznych.