Strona 31 z 265

: 25 sty 2012, 18:44
autor: AgnieszkaP
Danusiu mocno przytulam :hug:

: 25 sty 2012, 18:59
autor: Dorszka
Ja, niestety, nie rozumiem. Choroba Kolorado nie jest chorobą zakaźną. Nie jest spowodowana jakimś zakażeniem, infekcją, czy nie wiadomo czym. Jest stwierdzona, zdiagnozowana, Kolorado miał pecha urodzić się z wadą, co może przytrafić się w każdej hodowli, każdemu z naszych kotów, każdemu z naszych ludzkich dzieci. Charakter choroby jest wszystkim doskonale znany, bo pani Danuta nigdy nie robiła z tego powodu tajemnicy. Można się było ze wszystkim zapoznać przed podjęciem decyzji, tak robimy wszyscy, zapoznajemy się ze wszystkimi za i przeciw zanim powierzymy komuś kota. Jeśli zdarza nam się mimo wszystko odstąpić od tej decyzji, powodowane jest to albo tym, że ktoś jest z nami nieszczery, albo po prostu w trakcie negocjacji, nie dogadujemy się, nie jesteśmy w stanie porozumieć się co do warunków umowy na przykład. Nie na zasadzie, że nam się odwidziało, po tak długim czasie i rozbudzeniu uczuć i radości po drugiej stronie.

Przykro mi, że nie dołączę się do chóru rozumiejących. Trudna decyzja to była przede wszystkim dla pani Danuty, która z dnia na dzień musiała pożegnać się z długo już oswajaną myślą.

Życie Kolrado już wypełnione jest stresem, stresem związanym z ciągłymi wizytami, zabiegami, kontrolami, zastrzykami. Czeka go krótkie życie, bez względu na wysiłki jego rodziny. To życie powinno być pełne jak tylko się da. Pani Danuta na pewno jest po rozmowach z lekarzem, który ocenił ryzyko. To ona je podejmuje, nie hodowca powierzający jej drugiego kota.

Jest mi bardzo przykro, że musiała się Pani z tym zmierzyć. Przepraszam też za wpis zaśmiecający wątek Kolorado, nie będę już więcej zabierać głosu na ten temat. Czekam na nowe zdjęcia Kolorado :)

: 25 sty 2012, 19:13
autor: Anka
ja jestem zdziwiona to dlatego, ze choroba KOlorado nie wyszła wczoraj, ani nawet tydzień temu, ale ona istniała i to jawnie zanim Danusia zaczęła się starac o dokocenie.
Ja rozumiem martwienie sie o odpornosc, o pogorszenie stanu. Ale wcześniej to nie martwiło, a dopiero teraz? Bo osobiscie dla mnie to własnie niezrozumiałe jest, że po tylu ochach i achach, znaniu sytuacji, itd jednak takie zaskoczenie nagłe mnie troszke dziwi i wiadomo smuci, bo ja osobiscie spac po nocach z wrażenia nie mogłam odliczając dni do momentu kiedy po Lucka pojedziemy. No i mówię z punktu "klienta hodowli" .
dziewczyny trzymajcie sie, bo zapewne obu stronom nie jest łatwo..

: 25 sty 2012, 19:17
autor: animru
Zgadzam się z tym, że decyzję o nie sprzedaniu kota p. Danusi można było podjąć wcześniej - p. Danusia nie przywiązałaby się tak bardzo do kotki.

Ale nie zgadzam sie, że Kolorado jest już i tak wystarczająco zestresowany, że kolejny stres związany z przybyciem nowego osobnika nie będzie dla niego czymś, co może wpłynąć na jego stan - o ile dobrze zrozumiałam to, co chciała powiedzieć Dorszka. Bo to chodzi o zdrowie Kolorado, a nie o zdrowie nowego kota... Przecież wiadomo, że chorobą nerek czy serca nie da się zarazić, myślę, że Tymabri o tym wie ;)

To byłaby rewolucja w życiu Kolorado, a może to spokoju mu w tej chorobie trzeba najbardziej, a nie rewolucji?

No to są dość trudne dylematy.

: 25 sty 2012, 19:18
autor: Renia
tymabri pisze:Jako hodowca czesto musze podejmowac trudne decyzje, a ta nalezala chyba do najtrudniejszych do tej pory. Zwrocilam Danusi pieniazki za Handusie :( Nie uwazam by chore serduszko czy nerki Koloradusia stanowily przeszkode w dokoceniu.
Ten post piszę już kolejny raz i nie mogę go dokończyć.
Jeżeli to nie serduszko jest przyczyną, to co? Infekcja, której nie ma? Nie potrafię zrozumieć.
Zamiast pisać, że zwróciłaś Danusi pieniążki, mogłaś napisać, że złamałaś im wszystkim serce...

Danusiu, jestem przekonana, że niedługo pojawi się iskierka radości w Waszym życiu, że te przykre doświadczenia, z którymi musisz się borykać, wkrótce zastąpią miłe chwile.
Może lepiej się stało, że Handusia zostanie w hodowli. Każdy kotek kiedyś choruje, a w takiej sytuacji byłabyś z góry "odpowiedzialna" za wszelkie zło, jakie by się z nią działo...tak z automatu.
Bardzo interesuję się zdrowie Kolorusia i przykro mi, że zamiast pomocy, spotkało Was rozczarowanie.

Ściskam

: 25 sty 2012, 19:30
autor: nataniela
Ja również, nie rozumiem Magdy :( Nie chcę wydawać opinii, bo nie znam jakimi pobudkami Magda się kierowała. Zatem nie będę oceniać. Ale tak mi żal Danusi, tak się cieszyła na maluszka. Jednym - dla mnie - z wielu najwspanialszych przeżyć hodowlanych jest najpierw słodkie oczekiwanie a potem radość nowych opiekunów z ich wybranego kociaka. To osładza moje rozstanie z maluchem ale jak ja mówię, dla takich chwil warto mi hodować koty. Dla radości jaką sprawiam innym moimi kociakami.
Magdo współczuję decyzji ale nie rozumiem jej, a Danusiu mocno przytulam.

: 25 sty 2012, 19:33
autor: manita
Danusiu- wiesz, że was przytulam :hug:

: 25 sty 2012, 19:53
autor: Sonia
Danusiu bardzo Ci współczuję, że nawet nie potrafię znaleźć słów pocieszenia :hug:
Nie potrafię zrozumieć decyzji Magdy i nie będę nikogo oceniać, ale dziwi mnie bardzo skąd taka decyzja teraz, skoro od samego początku wszystkim było wiadomo na co choruje Koloruś i można było od samego początku odradzić drugiego kociaka, a nie dopiero teraz, jak cała rodzina Danusi pokochała Handusię całym sercem i odliczała dni do jej przybycia.

: 25 sty 2012, 20:08
autor: Dorota
tchu mi zabrakło po przeczytaniu tych wieści :-o , Danusiu ściskam Cię z całych sił :kiss:

wykochaj Kolorusia od nas bardzo :kotek: <serce>

: 25 sty 2012, 20:19
autor: kinus
Przyznam, ze gdy dowiedzialam sie o dokoceniu, mialam mieszane uczucia.
Sama majac chorego kota nie dodawalabym drugiego, bo stres na pewno jest.
Jednak hodowca wiedzial, ze Kolorado jest chory i dopiero teraz podjal taka decyzje? bez sensu jak dla mnie i okrutne.
Danusiu przytulam, na pewno znajdziesz jeszcze kociaka, ktory Cie chwyci za serce.