Ja, niestety, nie rozumiem. Choroba Kolorado nie jest chorobą zakaźną. Nie jest spowodowana jakimś zakażeniem, infekcją, czy nie wiadomo czym. Jest stwierdzona, zdiagnozowana, Kolorado miał pecha urodzić się z wadą, co może przytrafić się w każdej hodowli, każdemu z naszych kotów, każdemu z naszych ludzkich dzieci. Charakter choroby jest wszystkim doskonale znany, bo pani Danuta nigdy nie robiła z tego powodu tajemnicy. Można się było ze wszystkim zapoznać przed podjęciem decyzji, tak robimy wszyscy, zapoznajemy się ze wszystkimi za i przeciw zanim powierzymy komuś kota. Jeśli zdarza nam się mimo wszystko odstąpić od tej decyzji, powodowane jest to albo tym, że ktoś jest z nami nieszczery, albo po prostu w trakcie negocjacji, nie dogadujemy się, nie jesteśmy w stanie porozumieć się co do warunków umowy na przykład. Nie na zasadzie, że nam się odwidziało, po tak długim czasie i rozbudzeniu uczuć i radości po drugiej stronie.
Przykro mi, że nie dołączę się do chóru rozumiejących. Trudna decyzja to była przede wszystkim dla pani Danuty, która z dnia na dzień musiała pożegnać się z długo już oswajaną myślą.
Życie Kolrado już wypełnione jest stresem, stresem związanym z ciągłymi wizytami, zabiegami, kontrolami, zastrzykami. Czeka go krótkie życie, bez względu na wysiłki jego rodziny. To życie powinno być pełne jak tylko się da. Pani Danuta na pewno jest po rozmowach z lekarzem, który ocenił ryzyko. To ona je podejmuje, nie hodowca powierzający jej drugiego kota.
Jest mi bardzo przykro, że musiała się Pani z tym zmierzyć. Przepraszam też za wpis zaśmiecający wątek Kolorado, nie będę już więcej zabierać głosu na ten temat. Czekam na nowe zdjęcia Kolorado
