Tak. Już po wszystkim. oficjalnie. Wczoraj ściągnięto szwy i maluszki już hasają po odbarykadowanym domu bez kubraczków. znów się kopia i biją, brykają po szafach, wywijają salta o ściany, fruwają za wędkami, odkrywają na nowo stare zabawy i zabawki:) metamorfoza nastąpiła w sekundę.
To prawda, bez kubraczków wyglądają cudnie. Już prawie zapomniałam że one takie grubiutkie są:) tyyyle futra:) miiiisiooowe:) <zakochana>
od Pani doktor mamy jeszcze Sachol żel na dziąsła przy zmienianiu ząbków (oddech wręcz kładzie trupem z metra - u obu

- i gardło zaczerwienione) i wapno w bananowym syropku do picia ze strzykawki. tu dopiero jest walka:)
mam syrop wszędzie.. na kocie, na sobie, na podłodze, na dywanie, na mateuszu. hardcore!
a Pani Doktor z Bajecznej - bajeczna. jestem zauroczona jej delikatnością i czułością do koteczek:) brawo dla takich wetków.<ok>
Dziś byłam na wsi u rodziców. Misia (oficjalnie została Tosia) rośnie ładnie.
nabrała ciałka i poszarzała od podszerstka (w końcu jakieśfuterko a nie . Uwielbia swoje nowe zabawki (szczególnie pluszowy tunel po starszej koleżance Jadwini, w którym teraz sypia) oraz poszerza terytorium podwórkowe. wspina się na wszystko, nawet na kratkę od winogron, a za rodzicami chodzi jak piesek. słodziak. weranda rodziców wygląda teraz jak kocie przedszkole.
oczywiście będą fotki. ale jutro lub w niedziele. dziś już padam.
a dla cioć mam coś z "na czarną godzinę" - za rada Kotku:) hehe
