Dziewczyny, ogłoszenia już dawno są, bo przecież nie jestem wariatką, której mało 3 własnych kotów i poluje jeszcze na cudze

Poza tym wiem co czuje ktoś komu zaginął kot, bo przecież 2 lata temu zaginął mi Lucek i było to dla nas wszystkich przeżyciem strasznym...
Powiesiliśmy je w czwartek wieczorem w okolicach szkoły, bo wręcz jestem pewna, że mała jest "kotem wychodzącym". Tylko że kot wychodzący w naszej okolicy to prawie na pewno kot z gospodarstwa. Mieszkamy w miejscu, gdzie jeszcze 15 lat była wieś Zawady, teraz jest to część Wilanowa, a domy wiejskie przeplatają się z apartamentami. W tych nowych domach nikt kotów ani psów samych nie wypuszcza, w tych starych nikt ich nawet nie liczy. Koty nie są kastrowane i żyją sobie po prostu w stodołach, oborach, pod traktorami itd. Rolnicy nawet chyba za bardzo nie wiedzą ile tych kotów mają i czy w związku z tym któregoś nie brakuje. Sprawdzaliśmy też tablice ogłoszeń przy sklepach w okolicy, gdzie niestety większość ogłoszeń dotyczy zaginionych albo znalezionych zwierzaków, ale nikt jej nie szuka.
Staram się nie przyzwyczać do tego maleństwa za bardzo, ale łatwo nie jest :-) Mała jest słodka kiedy śpi, kiedy broi jest nie do wytrzymania <lol> Te nasze brytki to jednak straszne flegmatyki, w dodatku niesamowicie wybredne kulinarnie

Dla dzikiego kota nie ma rzeczy niejadalnej, walczy do upadłego o bułkę z masłem, ziemniaka smażonego z ostrym chiorizo, naleśnika i gotowaną fasolkę szparagową... Oczywiście nic z tego jej nie dajemy, uparcie nakładamy jej mokre dla kociąt, je też suchą karmę naszych kotów, a mimo to każdy nowy talerzyk z jedzeniem jest od razu celem jej intensywnych ataków :-) Tak jakby się chciała najeść na zapas...
Byłam z nią u weterynarza, wg pani doktor ma 3, góra 4 miesiące i jest kotem dzikim choć rzeczywiście bardzo zadbanym, ma tylko brudne łapki od chodzenia po ulicy, ale futerko, uszy, oczy są czyste, i najedzonym, bo waży już 2 kilogramy, co mnie zszokowało bo w porównaniu z moimi kotami wydaje się malutka i leciutka <mrgreen> Dzikim wg pani weterynarz dlatego, że podane w nagrodę za dzielność suche chrupki w mgnieniu oka zgarnęła pod siebie łapką. Podobno tak zachowuje się dziki kot, który nie pochyla się nad podanym jedzeniem bo a. wtedy ktoś mógłby być szybszy i mu zabrać, b. mógłby dostać w głowę. To że szybko i łapczywie je, też sugeruje że kot się boi że ktoś mu to zabierze.
Zobaczymy co będzie dalej. Na razie wczoraj dostała imię, Lotta (z ulicy Awanturników

) choć wiemy że "jak coś nazwiesz to się od tego przyzwyczajasz"

Ale dni mijają, my się przyzwyczajamy, nawet koty zaczęły się już z nią dzielić jedzeniem :-)