Re: Lucek, Leoś i Jadwinia
: 14 wrz 2015, 14:39
A. I jeszcze coś mi się przypomniało. Pierwsze zwierzę znalazłam prawie 20 lat temu. Była to suczka doga niemieckiego. Wychudzona, z wyciągniętymi cycuchami. Poza tym że wielkością była dogiem niemieckim, to wyglądała jak bida z nędzą. Siedziała pod sklepem mięsnym i żebrała o jedzenie. Była bez obroży. Zaczęłam, jak to ja, bo zawsze wszystkim nieszczęściom muszę pomóc, rozmawiać z nią, i tłumaczyłam jej że ją wezmę do siebie i już nie będziu chuda i biedna. Ale się uparła i wcale nie chciała ze mną iść. Kupiłam kawałek kiełbasy, pani mi ją pokroiła, bo też jej było żal tego psa, i tak kawałek kiełbaski po kawałku doszłyśmy do mojego mieszkania. A mieszkanko miałam wtedy malutkie, takie mniej więcej wielkości doga
Ogłoszenia rozwieszone w okolicy nie przyniosły rezultatu, nikt się nie odezwał, a ponieważ ja jednak nie mogłam mieć doga ma 38m2, wystąpiłam w programie WOT, w Kurierze Warszawskim czy jak to się nazywało, pomagali znaleść zwierzakom ich właścicieli. "Wystąpiłam" tylko od pasa w dół, bo tyle kadru potrzebował siedzący koło mnie dog, ale co dziwne poznała mnie cała rodzina i znajomi więc mam chyba niemożebnie krzywe nogi <lol>
Ta metoda poskutkowała, właścicielka się znalazła. Chyba po 2 tygodniach. Nie zaproponowała mi zwrotu kasy wydanej na miski, obrożę i smycz. Dałam jej zresztą to wszystko bo mi było niepotrzebne, a sądząc po wyglądzie psa, zakładałam że jego akcesoria wyglądają nie lepiej
A, i miałam drzwi podrapane aż do wysokości wizjera, bo w ciągu dnia wychodziłam przecież do pracy a pies starał się wydostać. Potem musiałam je wymienić.
A najgorsze jest to że pani wykazała się kompletną beztroską, okazało się że pies mieszka na moim osiedlu ale jakieś n uliczek dalej, na 11 piętrze "i proszę pani ona sobie sama drzwi otwiera i chodzi gdzie chce i ja już nie mam do niej siły i wraca ze szczeniakami"
Masakra. Potem latami nie mogłam odżałować, że jej tę sunię oddałam
Więcej jej nie widziałam, więc może pani zaczęła przynajmniej używać zamków w drzwiach.
I od zeszłego tygodnia myślę o tym co będzie jeśli zadzwoni do mnie właściciel tej małej kotki, równie "odpowiedzialny"...
Ta metoda poskutkowała, właścicielka się znalazła. Chyba po 2 tygodniach. Nie zaproponowała mi zwrotu kasy wydanej na miski, obrożę i smycz. Dałam jej zresztą to wszystko bo mi było niepotrzebne, a sądząc po wyglądzie psa, zakładałam że jego akcesoria wyglądają nie lepiej
A najgorsze jest to że pani wykazała się kompletną beztroską, okazało się że pies mieszka na moim osiedlu ale jakieś n uliczek dalej, na 11 piętrze "i proszę pani ona sobie sama drzwi otwiera i chodzi gdzie chce i ja już nie mam do niej siły i wraca ze szczeniakami"
I od zeszłego tygodnia myślę o tym co będzie jeśli zadzwoni do mnie właściciel tej małej kotki, równie "odpowiedzialny"...