Dorota pisze:tchu mi zabrakło po przeczytaniu tych wieści
Mi również...
Biorąc pod uwagę jak Danusia opiekuje się Kolorado, ile włożyła wysiłku, w tym również finansowego, ile musiała się nauczyć o kotach, chorobie Kolorado aby zapewnić mu szczęśliwe życie, to po prostu krew mnie zalała, że można było przypuszczać, że decyzja o dokoceniu nie została gruntownie przedyskutowana z lekarzem prowadzącym Kolorado. W domu też na pewno była burza mózgów i rozważanie wszystkiego.
Wycofanie po takim czasie danego słowa, kiedy cała rodzina szykowała się na przyjęcie nowego domownika jest po prostu okrutne.
Wszyscy martwią się o kota, że stres, że mu się od tego pogorszy. A czy hodowczyni, podejmująca "trudne decyzje" pomyślała choć przez chwilę o człowieku, i jego stresie, kiedy odbierze mu iskierkę radości po tak diabelnie trudnym okresie???
To Danusia się rozpisuje, że dom stanął na głowie, kwiaty z domu usunięte, cuda-wianki szykowali... żeby tylko zadbać o dobre stosunki między futrami.
Nie wiem, może ja to źle rozumiem, to całe szukanie kotom domów, ale dla mnie najważniejszy jest tu człowiek i jego względem zwierząt postępowanie, bo zdarzyć się kotu może praktycznie wszystko, cała masa nieszczęśliwych wypadków. Dobry człowiek z sercem na dłoni jak Danusia, jest na wagę złota. Oby wszyscy hodowcy mieli tyle szczęścia, aby mieć takich opiekunów dla swoich maluchów.
Prawdziwej przyczyny zmiany zdania pewnie nie poznamy. W tą przedstawioną przez hodowcę zupełnie nie wierzę. Nagła troska o Kolorado, (którego stan zdrowia jest znany wszystkim od początku), jest absurdalna i niewiarygodna.
Nic się nie smuć Danusiu, widać ten kocio nie był Wam pisany...

Przykre to wszystko
