Strona 311 z 340

Re: Lucek, Leoś i Jadwinia

: 14 wrz 2015, 20:10
autor: madziulam2
:kiss: :kiss:

Re: Lucek, Leoś i Jadwinia

: 14 wrz 2015, 20:22
autor: Becia
Haniu :hug: :hug: :hug:

Re: Lucek, Leoś i Jadwinia

: 14 wrz 2015, 20:25
autor: yamaha
Haniu :kiss:

Re: Lucek, Leoś i Jadwinia

: 14 wrz 2015, 20:42
autor: ozon
Hann :hug:

Z jednej strony Kruszynka nie ma łatwego życia, ale z drugiej babcia chyba stara się jak potrafi i jak może. Wetka nie miała przecież zastrzeżeń... Tej myśli chyba trzeba się teraz trzymać, bo co innego można zrobić...

Przytulam z całych sił.

Re: Lucek, Leoś i Jadwinia

: 14 wrz 2015, 21:08
autor: Beate
ozon pisze:Hann :hug:

Z jednej strony Kruszynka nie ma łatwego życia, ale z drugiej babcia chyba stara się jak potrafi i jak może. Wetka nie miała przecież zastrzeżeń... Tej myśli chyba trzeba się teraz trzymać, bo co innego można zrobić...

Przytulam z całych sił.
Ozon dobrze prawi.
Haniu :hug:

Re: Lucek, Leoś i Jadwinia

: 14 wrz 2015, 21:54
autor: Natashas
:hug: :hug:

Re: Lucek, Leoś i Jadwinia

: 14 wrz 2015, 22:02
autor: Hann
Dzięki, Dziewczyny. Odetchnęłam głęboko, zrobiłam sobie duży kubek melisy i trochę mi lepiej. Staram się podejść do tego zdarzenia racjonalnie. Dla kota nie ma chyba znaczenia czy mieszka w apartamencie, czy na stancji, cokolwiek to w dzisiejszych czasach oznacza... Ważna jest miłość, a ta pani bardzo się na widok swojej Kruszynki ucieszyła, pełna miska, a przecież jest bardzo dorodnym małym koteczkiem, więc chyba dostaje wszystkie pyszne resztki ze stołu. Są biedni, ale byli czysto ubrani i kot też przecież był czyściutki jak go znalazłam. To że w życiu nie zobaczy weterynarza, pewnie jest opcją wymarzoną przez każdego kota. No i wieś naokoło, pola, świeże powietrze, te 100 numerów dalej gdzie mieszkamy i gdzie droga się nie kończy, a rozkwita w pełnej krasie, jest już pewnie patrząc na to nosem i uchem kota zdecydowanie bardziej śmierdząco i hałaśliwie... Tam mu co najwyżej kogut zapieje.

Z tego wszystkiego nie dałam pani książeczki zdrowia kota z informacją o odrobaczeniu, zaleceniami odnośnie drugiego odrobaczenia i szczepienia. Jak już będę pewna, że dam radę, zadzwonię i spytam czy by nie chciała...

Kruszynka miała też u nas ulubioną zabawkę, może się zgodzą, żebym jej zawiozła.

Mąż obiecał tam jeździć, moje auto by rozpoznali, a nie chcę ich stresować... i przywieść mi Kruszynkę jeśli zobaczy, że się sama błąka...

Zuzia powiedziała, że jakoś pusto się zrobiło...

:((((

Idę po drugą melisę...

Re: Lucek, Leoś i Jadwinia

: 14 wrz 2015, 22:21
autor: Aga L.
Hann, dobrze zrobiłaś, oddałaś kotkę właścicielom. Pociesz się, że krzywda się jej nie dzieje, kochają ją i nieźle karmią. A może, przy okazji telefonu, zaproponuj, abyście byli w kontakcie,gdyby potrzebny był weterynarz czy inna pomoc <gwiżdże> Masz kochanego męża ale nie możecie, ot tak, zabrać kotki do siebie nawet jeśli będzie nadal wychodziła. Możecie sobie narobić kłopotów i niestety z prawnego punktu widzenia stoicie na straconej pozycji <hm> To ciężki okres dla Was, współczuję trudnych decyzji :kiss:

Re: Lucek, Leoś i Jadwinia

: 15 wrz 2015, 00:07
autor: MoniQ
Haniu :hug: Mogę się tylko domyślać jak się czujesz...

Pozostaje mi tylko wierzyć, że państwo przypilnują kotka i że będzie zadowolona z życia :kotek:

Re: Lucek, Leoś i Jadwinia

: 15 wrz 2015, 07:49
autor: Hann
Aga L. pisze:A może, przy okazji telefonu, zaproponuj, abyście byli w kontakcie,gdyby potrzebny był weterynarz czy inna pomoc <gwiżdże>
A wiesz, że to jest bardzo dobry pomysł? Dzięki, Aga, tak zrobię <mrgreen>
Aga L. pisze:Masz kochanego męża ale nie możecie, ot tak, zabrać kotki do siebie nawet jeśli będzie nadal wychodziła.
Gdyby ona sama wychodziła to pół biedy by było, ona najwyraźniej towarzyszyła odwożeniu chłopca do szkoły samochodem, zupełnie luzem. Dobrze, że kiedy wyskoczyła z auta, udało jej się bezpiecznie dobiec na teren szkoły. Pani mi powiedziała, że jest za mała na szelki... Może teraz, kiedy dostała je ode mnie, założone kotce, zobaczyła że jednak można i będą ich używać. Taką mam nadzieję.