Strona 312 z 340

Re: Lucek, Leoś i Jadwinia

: 15 wrz 2015, 07:55
autor: Hann
MoniQ pisze:Pozostaje mi tylko wierzyć, że państwo przypilnują kotka i że będzie zadowolona z życia :kotek:
Ciągle to sobie powtarzam, MoniQ :kiss: Że będzie żyć długo i szczęśliwie :kotek: Tysiące kotów, psów żyją tak jak ona, przy ludziach, jedząc resztki z ich stołu, bez szczepień. Pewnie nawet zdecydowana większość. Co nie znaczy, że są nieszczęśliwe.

Re: Lucek, Leoś i Jadwinia

: 15 wrz 2015, 18:12
autor: kotku
Mam nadzieję, że Kruszynka będzie miała dobre kocie życie.
Ściskam Haniu. Może to dobrze, że wróciła do domu, może tam jej miejsce.
:kiss:

Re: Lucek, Leoś i Jadwinia

: 15 wrz 2015, 21:07
autor: Kamiko
Hanuś ja myślę że tak miało być ,
a Ciebie opatrzność potrzebuje jeszcze do uratowanie innych kocich istnień :kwiatek:

Re: Lucek, Leoś i Jadwinia

: 16 wrz 2015, 07:44
autor: Sonia
Haniu cóż mogę napisać ... mogę Cię przytulić, żeby Ci nie było tak bardzo smutno :hug:
Mam nadzieję, że koteczka będzie szczęśliwa :kotek: <ok>

Re: Lucek, Leoś i Jadwinia

: 16 wrz 2015, 08:26
autor: Kasik
Haniu :hug: nie ukrywam, że przez cały czas miałam nadzieję na inne zakończenie,
trzymam kciuki za szczęśliwe życie Kruszynki <serce>
P. S. Mam nadzieje, że odwozilas kicie bardzo powoli i tlumaczylas
drogę na wypadek gdyby chciała jednak wiać <gwiżdże> <mrgreen>

Re: Lucek, Leoś i Jadwinia

: 16 wrz 2015, 09:34
autor: Hann
Kasik pisze:P. S. Mam nadzieje, że odwozilas kicie bardzo powoli i tlumaczylas
drogę na wypadek gdyby chciała jednak wiać <gwiżdże> <mrgreen>
<lol> No trudne to nie było, cały czas prosto ;-))

A poważnie... mam nadzieję, że pójdą po rozum do głowy i już jej nie zgubią. A 2. moja nadzieja jest taka, że jak już zgubią to że ją znajdę, że nie stanie jej się krzywda :(((( A 3. moja nadzieja jest taka, że nie będzie miała kociąt 2x w roku :(((( A 4. moja nadzieja jest taka, że ten chłopiec nie będzie jej nigdy już ciągnął na smyczy.

Dużo tych moich życzeń do losu, ale nie pozostaje nic innego niż ufać, że będzie dobrze.

Bardzo dziękuję za Wasze wsparcie i zrozumienie. Dużo dla mnie znaczy. Bo jednak większość nieforumowcych reakcji w takich sytuacjach jest pełna politowania i komentarzy "weź ją komuś oddaj", "brakuje ci zajęć w życiu?". Ludzie niemający zwierząt najczęściej zupełnie nie rozumieją troski o nie. No kot to kot. Niech po ulicy chodzi. Najwyraźniej tam jego miejsce. Mało to takich na świecie? No niemało.

Re: Lucek, Leoś i Jadwinia

: 16 wrz 2015, 09:40
autor: Aga L.
No, sterylka to by się jej przydała :-| Masz zamiar porozmawiać o tym z jej właścicielami? Tylko nie myśl, że się nie wiadomo czego po Tobie spodziewamy, nie jesteś za nią odpowiedzialna, zrobisz co możesz i ci chcesz, i tak już zrobiłaś sporo :kiss: Ale tak sobie myślę, że przeciętny właściciel kota, którego zwierzę nic nie obchodzi, nie brałby ze sobą kotki do auta, odwożąc dziecko do szkoły. Może jednak oni są trochę ponadprzeciętni?

Re: Lucek, Leoś i Jadwinia

: 16 wrz 2015, 10:00
autor: Sonia
Szkoda, że koteczka nie jest wykastrowana, bo nie wiem, czy Ci ludzie w ogóle o tym pomyślą <hm>

Re: Lucek, Leoś i Jadwinia

: 16 wrz 2015, 10:12
autor: Hann
Zbieram się w sobie, na razie mam ciągle wrażenie, że jak będę o niej rozmawiać to się poryczę, ale jak tylko poczuję moc ;-)) zadzwonię. Chciałabym, żeby wzięli ode mnie książeczkę, zaszczepili koteczkę zgodnie z zaleceniem weterynarza i za kilka miesięcy zrobili sterylkę. Żeby w ogóle ich zainteresowało, co było u weterynarza. Bo że byłam wiedzą, ale o nic nie pytali. Nie bardzo na to wszystko liczę, na to że będzie to kot odwiedzający weterynarza, bo to bardzo biedni ludzie i skoro nie mieli dla niej nawet smyczy... Ale macie rację. Może są ponadprzeciętni.

Re: Lucek, Leoś i Jadwinia

: 16 wrz 2015, 10:13
autor: PyzowePany
Hann pisze:
Kasik pisze:Ludzie niemający zwierząt najczęściej zupełnie nie rozumieją troski o nie. No kot to kot. Niech po ulicy chodzi. Najwyraźniej tam jego miejsce. Mało to takich na świecie? No niemało.

To prawda. U mnie w pracy dziewczyna mieszkająca na wsi opowiada z wyrzutem w głosie, że kota jej rodziców ZNOWU się okociła. Pytam jej, dlaczego jej nie wysterylizujesz. A ona patrzy na mnie jak na UFO i mówi zdziwiona "kotkę?wiejską?" <shock>
Chyba jej nie przekonałam... :((((