Dzięki, kochane jesteście

Ja też w to bardzo wierzę, tym bardziej że w piątek w końcu zadzwoniłam i usłyszałam same dobre wiadomości <tańczy> Kruszynka czuje się świetnie, pojechała akurat w rodzinne strony swoich właścicieli, w samochodzie jechała (nie wiem czy na smyczy) na swoim ulubionym miejscu, za zagłówkami tylnej kanapy (nie wiem jak się fachowo nazywa to miejsce

pani nazwała to deską rozdzielczą, ale mam nadzieję że jednak nie chodziło jej o przód...) i rzeczywiście kiedy ją znalazłam w moim samochodzie też się tam od razu ułożyła, więc chyba często tak jeździ i jest do podróżowania przyzwyczajona. Pani powiedziała że na wsi pod Lublinem ma całe pole dla siebie, więc biega sobie luzem, ale kiedy są w Warszawie szelki i smycz BARDZO im się przydają, bo teraz się boją, że skoro raz wyskoczyła z samochodu, może znowu to zrobić.
Powiedziałam o książeczce zdrowia, pod kątem kastracji - dowiadywałam się o bezpłatne zabiegi i okazuje się, że w Warszawie jest aż prawie 30 lecznic biorących udział w akcji, tylko trzeba mieć książeczkę potwierdzającą prawa do zwierzęcia. Pani powiedziała, że myśleli już o tym, jak wróci do Warszawy zadzwoni do mnie i chętnie bardzo umówi się w sprawie książeczki :-)
Czekam więc na telefon, a na pożegnanie ostatnie zdjęcie Lotty u nas w domu <zakochana> malutkie, bo jakieś niewyraźne, ale te białe łapeczki musiałam Wam pokazać <oops>
