Meg zwana Kocinką

Zapraszam do prezentacji Waszych kotów, wszelakiej maści, rasy i pochodzenia :)
Zablokowany
Awatar użytkownika
Dorszka
Administrator
Posty: 6057
Rejestracja: 22 lis 2008, 23:59
Płeć: Kobieta
Skąd: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Dorszka »

Bartolka pisze:kosanna :-) U mnie rekord kotki bez kupy to 5 dni. Podaj może Bezopet w większej ilości. (...)
Moje dziewczynki też mają napisanew książeczkach, że były sterylizowane i dla mnie to oznacza usunięcie macicy, jajników i jajowodów.
Bartolka bardzo dobrze radzi - Meg długo nie jadła, więc jelita mogły dość długo być puste. Bezopet na pewno je pobudzi, i ułatwi przesuwanie tego, co już jest.

Ja myślę, że lekarze najczęściej w odniesieniu do kotek piszą "sterylizacja", trzeba zawsze zapytać, co wyciągnęli, nie bać się :) Moja lekarka też chyba używa terminu sterylizacja, i tak zdaje się Lulu ma wpisane w książeczce, chociaż z całą pewnością usunięto jej wszystko, bo to właśnie jej macica zdobi moją zakładkę o kastracji :)

Skoro Meg zaczęła jeść, jestem dobrej myśli. Kupa na pewno przyjdzie :)
Awatar użytkownika
MaTosia
Posty: 102
Rejestracja: 23 paź 2011, 12:17
Hodowla: IDOL*PL

Post autor: MaTosia »

u nas również było sporo komplikacji po sterylizacji w tej chwili wyszłysmy na prostą, Tosia przez pierwsze dni nie piła i nie jadła, dopajałam ją strzykawką, jedzenia nie wciskałam i dłuuugo czekałam na kupę,podawałam jej olej i pastę odkłaczjącą, trzymam kciuki za porządnego kupala i dużo zdrówka :ok: <ok> :kotek:
Awatar użytkownika
Ania_83
Posty: 1415
Rejestracja: 27 lis 2011, 20:15

Post autor: Ania_83 »

Jak koteczka?? Mam nadzieję że już lepiej. Moja Lunia w kubraczku prawie w ogóle nie chodziła, większość spała, półtora dnia też się przewracała i to tak na bok ze sztywnymi łapami - wyglądało to staaasznie ! Ale potem z dnia na dzien było lepiej. U Twojej koteczki może to byc teraz dłużej bo może zwyczajnie udawać i czekać aż znowu jej sciągniesz ten kubraczek, liczy na to że znowu się uda.
Moja młoda też długo nie jadła, ale jak Meg trafia do miseczki to jest dobrze. Kupcia mam nadzieje że już u Was jest, choć moja Lunia też kilka dni nie robiła po zabiegu, więc mam nadzieję że Wy też już wychodzicie na prostą. :hug: :kotek:
Awatar użytkownika
margita
Agilisowy Rezydent
Posty: 5567
Rejestracja: 17 lut 2012, 14:04
Płeć: kobieta
Skąd: zachodniopomorskie

Post autor: margita »

No właśnie, co tam słychać ?
Awatar użytkownika
kosanna
Posty: 1050
Rejestracja: 08 sty 2011, 12:37

Post autor: kosanna »

Nie odzywałam się, bo opadłam z sił. Meg zresztą również. Kupa już jest, a oprócz kupy ... koci katar. Meg kicha okrutnie od dwóch dni. To co się działo przez dwa ostatnie dni to były jakieś dantejskie sceny, ale to jest długa opowieść, więc przy okazji Wam ją opowiem. Trzymajcie kciuki za poprawę stanu zdrowia Meg. Bardzo prosimy. <serce>
Awatar użytkownika
Danusia
Agilisowy Rezydent
Posty: 5837
Rejestracja: 18 lis 2011, 17:06
Płeć: Kobieta
Skąd: Warszawa

Post autor: Danusia »

Kosanna ale rozumiem ,ze idzie ku dobremu ???

Ja mam kocura i koteczkę która zabieg miała jeszcze u Dorszki.

Natomist mam sunie- sznaucera olbrzyma która w zeszłym roku we wrześniu miała sterylkę ( jako juz 3-latka) odwlekalismy z najróżniejszych powodów i ze strachu też.
Sam zabieg był perfekcyjny , super opieka , super chirurg ale w jej przypadku po wycięciu wszystkiego w jej organizmie wszystko padło , wylazły na wierch wszystkie jej słabości , przypadłości ,a schudła- strasznie kręgosłup było widać po kilku dniach koszmar z horrorem. My bylismy w kompletnym szoku ale tak po 2-3 tygodniach wszystko samo zaczęło mijać organizm zaczął wracać do równowagi i od grudnia odchudzamy kluche ,a w jej łepetynie tylko tkwi problem jak sie pobawić z kociszonami.

Obawiam się ,że Meg była juz pod wpływem dłuzszy czas estrogenów i jej organizm był do nich dostosowany , wycięcie zrobiło straszny misz masz i osłabienie odporności i dlatego tak bardzo wszystko sie skomplikowało.
Napisz w jakim stanie jest koteczka ?

bardzo mocno kciukam <ok> <ok> <ok> <ok> <serce>
Awatar użytkownika
kosanna
Posty: 1050
Rejestracja: 08 sty 2011, 12:37

Post autor: kosanna »

Dziękuję za troskę. To bardzo miłe. Zajrzałam właśnie na forum, żeby znaleźć koci katar, ale nie ma w zakładce "zdrowie". Czy orientujecie się, czy jest tutaj na forum ten problem gdzieś poruszany? Meg złapała go w wyniku całkowitego zgubienia odporności w wyniku stresu. Na forum jest o "kichaniu", zamowiłam polecany specyfik i będę czekać cierpliwe na dostawę. Żeby ją wzmonić i wyprowadzić na prostą! :kotek:
Awatar użytkownika
Danusia
Agilisowy Rezydent
Posty: 5837
Rejestracja: 18 lis 2011, 17:06
Płeć: Kobieta
Skąd: Warszawa

Post autor: Danusia »

Lysina do pysia 2x dziennie , Immunodol 1 tabletka dziennie , Rutinoscorbin 1 tabletka dziennie.

Poszukaj ten temat gdzieś jest .

Dobrze wyczułam.

<ok> <serce>
Awatar użytkownika
kosanna
Posty: 1050
Rejestracja: 08 sty 2011, 12:37

Post autor: kosanna »

Danusia pisze:Lysina do pysia 2x dziennie , Immunodol 1 tabletka dziennie , Rutinoscorbin 1 tabletka dziennie.

Poszukaj ten temat gdzieś jest .

Dobrze wyczułam.

<ok> <serce>
Dziękuję bardzo! Ja wiem Danusiu doskonale, jaki Ty masz fajny zwierzyniec, ponieważ z przyjemnością śledziłam poczynania wszystkich Twoich domowników na czterech łapach. Jeśli chodzi o Meg, to u niej jest dokładnie tak jak u Twojej sznaucerki wszystko wychodzi. Dodatkowo doszły problemy natury "psychicznej". Ona będąc w kubraczku, zaczęła się na mnie rzucać. Jedyne co robiła Meg od niedzieli to leżała pod wersalką z ledwo otwartymi oczami na dodatek zaklejonymi, nic nie jadła, nic nie piła. Jak probowałam do niej podejść to syczała (tłumaczę to sobie przeniesieniem agresji). Przestała przychodzić na noc do łóżka. Po prostu cały czas leżała pod wersalką. I zaczynała już kichać, co ja na początku myliłam z prychaniem. Wydawało mi się, że coś się nie udało w tym zabiegu i ona np. nie może się załatwić i stąd jej zdenerwowanie. Zadzwoniłam do przychodni, opisałam sytuację. Kazano mi przywieźć kota na lewatywę. Gdy podeszłam do Meg to Meg miała pozycję, którą w książkach z mową ciała u kotów opisują, jako gotowa do ataku (zjeżona sierść, położone uszy itp). Przestarszyłam się, poprosiłam o tel. do weterynarzy, którzy dojeżdzają do domów. Zadzwoniłam do lekarza, który wykonywał zabieg, powiedział mi żebym próbowała zdjąć jej kubraczek, ponieważ Meg zachowywała się w nim inaczej niż znane jemu koty, była totalnie wycofana. Bałam się kota i balam się Was dziewczyny, bo pomyślałam sobie, że chcecie dla mnie dobrze, a ja to wszystko niweczę. Ale zrobiło mi się tak strasznie żal kota, że na jej terytorium wtargnie ktoś obcy, żeby zrobić jej lewatywę i to jeszcze bardziej zrujnuje jej psychikę, więc zaryzykowałam. Pomyślałam sobie, że skoro i tak ma przyjechać pan doktor, żeby sprawdzić czy wszystko z nią w porządku, to w razie czego założy jej go z powrotem, żeby nie porwała szwów. A może ona jakoś się uspokoi. A stan psychiczny Meg (wzrost agresji) i fizyczny (kichanie) pogarszał się, zamiast poprawiać. Rzuciła się na mnie, gdy próbowałam do niej podejść, ale zdołałam odwiązać kokardkę i wtedy to napięcie zeszło z kota (ja po prostu to odczułam). Nie wiem jak to opisać szaleństwo z oczu zniknęło, więc rozwiązałam wszystkie wstążki, ale bałam się ją podnieść, żeby wyswobodzić jej nóżki. Ona przez około 15 minut siedziała jeszcze jakby była w szoku, po czym wstała, wyswobodziła się z kubraka. Ja się wtedy jej autentycznie bałam. Teraz trochę je, trochę pije, cały czas śpi, a jak się obudzi to kicha. Szwy kompletnie przestały ją interesować. W końcu załatwiła się do kuwety. Obyło się bez lewatywy. Może to, że była ściśnięta, kichała, co ją rozdymało i nie mogła się załatwić powodowało w niej jakiś straszny ból? Nie wiem. I przestała się mnie bać, a ja jej. Myślę, że Meg po prostu miała jakąś fobię. Z każdym kolejnym dniem jej się pogarszało, zamiast poprawiać. I ja też tego psychicznie nie wytrzymałam widoku swojego kota, ktory tak kicha, że aż podskakuje, nie je, nie pije i jak do niego podchodzę na metr odległości, to przybiera pozycję obronną. Przerosło mnie to doświadczenie. ;-( Myślę, że Meg nie była "standardowym" przypadkiem. Nie wiem, czy ktoś z forumowiczów miał podobny przypadek, że zabieg sterylizacji wywołał w jego kocie takie napięcie i agresję, które akurat Meg przekierowała na mnie. Szok. <shock> Chciałabym, żeby ktoś mi oddał moją dawną Meg przed sterylizacją. :-( Na portalu miau są opisywane przypadki, kiedy koty właśnie kierują swoją agresję wywyołaną jakimś traumatycznym doświadczeniem np. poparzeniem na właściciela. Było to naprawdę straszne, bo czułam jak mój kochany kot, z którym miałam taką fajną więź zaczyna się mnie bać i z tego strachu atakuje. Nie chciałabym nigdy więcej tego doświadczyć. Teraz budujemy zaufanie na nowo. Oswajam ją na nowo. Trzymajcie kciuki. <serce>
Awatar użytkownika
margita
Agilisowy Rezydent
Posty: 5567
Rejestracja: 17 lut 2012, 14:04
Płeć: kobieta
Skąd: zachodniopomorskie

Post autor: margita »

Ojejku, tak bardzo Ci współczuję .... ale mam nadzieję że idzie już ku lepszemu. Głaski dla Twojej kiciuni i i dla Ciebie abyś się trzymała. Wiem jak to jest jak z ukochaną kicią źle się dzieje, a człowiek bezsilny <zły>
Aby tylko zdrówko wróciło a reszta z czasem się na pewno ułoży. Trzymam kciuki mocno ...
Zablokowany